środa, 7 sierpnia 2013

O czym mówię, kiedy mówię o... sprzątaniu?

Lubicie oglądać stylowo urządzone wnętrza? Ja bardzo! I chociaż podobają mi się różne style, bo potrafię zachwycić się zarówno pokojem urządzonym bardzo minimalistycznie, jak i np. salonem pełnym książek, bibelotów i dywaników - jest jeden wspólny mianownik, który je łączy.


Porządek.

Na żadnym ze zdjęć, przy których wzdycham: Och, chciałabym mieć taki salon/kuchnię/sypialnię!, nie znajdziemy zaschniętej plamy po wylanej wieki temu kawie, nie znajdziemy stosu brudnych naczyń w zlewie czy, za przeproszeniem, gaci leżących centralnie na środku pokoju.

Od razu zaznaczam: nie jestem fanatyczką! Ba! Gdyby moja mama, pedantka od urodzenia, przeczytała ten wpis, pewnie umarłaby ze śmiechu, w jej oczach chyba już do końca życia pozostanę flejtuchem. Przez długi czas bowiem wyznawałam filozofię: Przewróciło się - niech leży, a i dziś żadna ze mnie perfekcyjna pani domu.

Po prostu w dwudziestym ósmym roku życia uznałam, że to jednak trochę obciach nie potrafić zapanować nad przedmiotami i zaczęły mnie wkurzać sytuacje, kiedy otwieram szafkę i jej zawartość wylatuje mi na głowę.

Sprzątać nie lubię. Mycie garów czy polerowanie podłogi to dla mnie żadna frajda i na pewno się w tym nie spełniam. Nie mniej jednak, mam kilka zasad, których staram się trzymać, żeby nie porosnąć brudem.

Po pierwsze: podłoga to strefa zakazana.

Leży na niej tylko dywan. Nie zostawiam tam ubrań, książek i Bóg wie czego jeszcze.

Po drugie: codziennie coś. 

To nie jest tak, że w poniedziałki odkurzam, we wtorek prasuję, a w środę sprzątam w łazience. Harmonogramu nie ma. Ale staram się codziennie coś zrobić. Bo łatwiej mi sprzątać na raty, niż przeznaczyć pół soboty na porządkowanie.

Po trzecie: drobiazgi sprzątam od razu.

Po wypiciu herbaty, kubek od razu zanoszę do kuchni i myję go. Po zrobieniu makijażu odkładam pędzle na miejsce, chowam cienie i szminki, nie zostawiam ich, jak to przez długi czas miałam w zwyczaju, na pralce. Szczerze? Z opanowaniem tego punktu walczyłam najdłużej.

Po czwarte: każda rzecz ma swoje miejsce.

Niby oczywiste, ale... U mnie np. nożyczki przez długi czas nie miały takiej szuflady, do której  mogłabym je odłożyć. Podobnie było z długopisami, zeszytami, kluczami, kolczykami, okularami słonecznymi... Kładłam wiec te rzeczy wszędzie, a potem motałam się w ich poszukiwaniu. A bałagan robił się nie wiadomo jak i kiedy.

I wreszcie, po piąte: ścielę łóżko od razu jak wstanę.

Mamo, ile ja z tym walczyłam, zanim weszło mi to w nawyk! 
Rano zasłanie łóżka było ostatnią rzeczą, jaką miałam ochotę zrobić. A potem, po południu, wracałam do domu i dorzucałam tam torbę, książki, ubrania i załamywałam ręce, gdy przyszło mi ten bałagan posprzątać... po to tylko, by następnego dnia całą zabawę zacząć od nowa.


Na koniec chcę podzielić się dość zabawną myślą, którą znalazłam w książce Dominique Loreau Sztuka sprzątania. Jej autorką jest ciotka pisarki, która powiedziała tak:

Sprzątam zawsze rano, żeby nie musieć nic robić po południu.  

Czuję, że odnalazłabym w tej kobiecie pokrewną duszę :)

Ja również jestem zbyt wygodna i zbyt leniwa, żeby odkładać porządki na później albo fundować sobie całodniową sesję z miotłą. Moja strategia ogarniania na bieżąco ma tę zaletę, że nic się nie kumuluje, a ja po prostu o sprzątaniu nie myślę. Sprząta się jakby samo, mimochodem...
No okej. Może jeszcze nie do końca tak jest, ale do takiego stanu dążę :)

Uwaga! Czy są wśród Was pedantki? To ja w takim razie zazdroszczę :)

36 komentarzy:

  1. Po prostu w dwudziestym ósmym roku życia uznałam, że to jednak trochę obciach nie potrafić zapanować nad przedmiotami i zaczęły mnie wkurzać sytuacje, kiedy otwieram szafkę i jej zawartość wylatuje mi na głowę.

    ja dopiero to odkrylam w wieku 29 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mi zajęło to tylko o rok mniej :P

      Usuń
  2. pisalam jakis czas temu ze chcesz rozkrecic biznesik i jak Ci idzie w tym temacie ?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysły są dwa: z jednym mam nadzieję wystartować we wrześniu, drugi to nieco grubsza sprawa, bo chcę starać się o dotacje, wcześniej muszę znaleźć lokal... ale jestem bardzo dobrej myśli, sporo osób mnie wspiera :)

      Usuń
    2. a co to jest? :) zdradzisz??

      Usuń
  3. tagłam Cię, szczegóły: http://annaubis.blogspot.com/2013/08/kolejne-7-taktow-o-mnie.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim najwiekszym problemem jest utrzymanie ładu w szafkach, jestem takim typem chomika co wpycha wszystko na styk byle nie walalo się na widoku (; Ale tu wypracowałam kompromis z moim facetem, on utrzymuje ład w szafkach, a ja na zewnątrz- tak się dopasowaliśmy.
    Swoją drogą nawet nie wiesz, jak ciężko żyje się z osobami które nie dość, że nie sprzątają, to jeszcze niesamowicie brudzą w cześciach wspólnych. Miałam taki przypadek z poprzednią współlokatorka który juz chyba stał się epicki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że masz wsparcie w drugiej połówce... :D
      Tak właśnie sobie myślę, co dziś myślą o mnie i moim bałaganiarstwie współlokatorki ze studiów :D

      Usuń
  5. Droga Skarletko lubię wokół siebie ład i porządek, puste przestrzenie, uporządkowane szafki, żadnych bibelotów na wierzchu (komu chciałoby się je potem odkurzać), moim problemem jest obecnie utrzymanie porządku, co z tego, że łazienka pięknie lśni w sobotę jak we wtorek wymagałaby już ponownego posprzątania. Staram się jak to mój mąż mówi codziennie ogarnąć cosik. Dziś planuje posprzątać balkon :)
    Obecnie zamęczam męża chęcią zakupienia książek Dominique Loreau :) nie wiem tylko od której zacząć - którą polecacie? (może ktoś przeczytał i chciałby odsprzedać?)
    Pozdrawiam Milenka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam od "Sztuki prostoty" o ta chyba podobała mi się, jak do tej pory, najbardziej. Bardzo fajna jest też "Sztuka planowania", ale ona już jakby o czymś innym :)
      To, że po sobotnim sprzątaniu we wtorek już jest bałagan, to normalnego, dlatego staram się po prostu odkładać rzeczy na miejsce - pomaga :)

      Usuń
  6. Mnie rewolucja w życiu skloniła do rewolucji w domu. Po tym jak rzuciłam pracę, która mnie przytłaczała i zabierała radość życia nabrałam ochoty na odgruzowanie swojego domu. Wcześniej spędzałam całe dnie w pracy, dosłownie wstawałam rano, szykowałam się i wychodziłam nie mając już czasu na ścielenie łóżka czy umycie naczyń, a wracałam wieczorem gdzie kąpałam się i kładłam spać. Dom zaczął być tylko miejscem żeby się wyspać, nie jadłam w nim posiłków nie czytałam książek i niestety nie sprzątałam. Mój pokój zamienił się w stertę ciuchów, notatek na studia, kosmetyków, suszarek do włosów, butów i pośrodku tego bałaganu było łóżko, które było jedynym powodem dla którego wracałam do domu :D Na Twojego bloga trafiłam szukając informacji o książce sztuka minimalizmu, ponieważ obiło mi się o uszy, że dobrze służy jeśli chcemy odciąć się od przedmiotów, które zagracają nam życie. Teraz jestem na dobrej drodze, wyznaczyłam sobie cele, które konsekwentnie realizuję, wczoraj do śmieci poszło 35 kg niepotrzebnych rzeczy, starych gazet i książek z czasów technikum, które myślałam że jeszcze się przydadzą :D Do końca tego roku czeka mnie przeprowadzka do nowego mieszkanka i moim planem jest użądzić je właśnie w taki minimalistyczny ale stylowy sposób i tego się trzymać a Twój blog z pewnością pomoże mi trzymać się moich postanowien :) Pozdawiam, Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnes, powodzenia! :) Ja to samo zrobiłam przed remontem: do kosza poszły kilogramy makulatury, ubrań, ozdóbek, zeszycików... Co ciekawe, ani razu nie zatęskniłam za żadną z rzeczy, nigdy nie łapałam się też na tym, że przydałoby mi się coś, co wyrzuciłam. Wniosek z tego taki, że nigdy ich tak naprawdę nie potrzebowałam.

      Teraz, gdy tylko pojawia się czegoś za dużo, bez sentymentów robię selekcję. I coraz łatwiej mi to przychodzi :)

      A Loreau warto poczytać, polecam :)

      Usuń
  7. Wyznaje te same zasady :D Źle się czuję w bałaganie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ze mnie też bałaganiara jakich mało, ale staram się z tym walczyć. Z różnym skutkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wita się eks - mega bałaganiara. Teraz po prostu miewam lekki chaos - ale klasycznym chlewem już tego nazwać nie można :)

      Usuń
  9. Ja wyznaję bardzo prostą zasadę: "Nie lubię sprzątać więc nie robię bałaganu" i jakoś idzie :) Doszłam do tego kiedy zaczęłam mieszkać sama :) Wcześniej wydawało mi się, że taki "artystyczny nieład" jest fajny, ale w gruncie rzeczy czułam się w nim mało komfortowo. Teraz odrobina chaosu wkrada się czasem do szaf ale łato nad tym panuje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasada fajna, tylko u mnie bałagan przez wiele lat robił się sam, bez mojego udziału, hehe :)

      Usuń
  10. Jedyne co mi naprawdę wychodzi w sprzątaniu, to pozbywanie się niepotrzebnych przedmiotów i ubrań. Tu nie mam sentymentów. Co do reszty... lenistwo zazwyczaj bierze górę :( ale staram się mimo wszystko walczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w wywalaniu też jestem dobra.
      Im mniej rzeczy, tym trudniej zrobić bałagan :)

      Usuń
  11. Z tym sprzątaniem to trzeba uważać. Bałagan to zło, ale jak dom wygląda jakby w nim nikt nie mieszkał to już fatalnie. Sama mam taki punkt kulminacyjny... Mogę żyć w wielkim bałaganie, ale jak mnie coś zdenerwuje to koniec - WIELKIE SPRZĄTANIE :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzątanie jako odreagowanie? :)
      Też nie podobają mi się sterylne wnętrza, ale też muszę stwierdzić że słowo "przytulny" nie jest synonimem słowa "zagracony" :P

      Usuń
  12. Ja wyznaję zasadę, najpierw praca, potem przyjemności, więc ogarniam - bo sprzątaniem tego nazwać nie można - mieszkanie zaraz po przyjściu do domu, wtedy mogę się w pełni zrelaksować po pracy. Szkoda tylko, że mój facet ma zgoła inne podejście do tych kwestii (czyt. kompletnie odwrotne).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobra zasada, też staram się tak robić. Czyli: najpierw miotła, potem kawa :)

      Usuń
  13. Ja sprzątam codziennie wieczorem, przed umyciem się. Wtedy po wyjściu z łązienki mogę zrelaksować się z książką lub przy filmie, no i rano mam zawsze czystą kuchnię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, naczynia z zlewie i lepki blat to coś, co rano potrafi skutecznie popsuć mi humor :)

      Usuń
  14. Ja uwielbiam porządek, jak mieszkanie jest wysprzątanie to ja o wiele lepiej się w nim czuję. Ale jestem też leniwa, są czynności których nienawidzę (np. zmywanie) i te odwlekam w nieskończoność albo zostawiam do zrobienia facetowi ;). Dlatego idealnego porządku u mnie nie ma. A bardzo bym chciała wprowadzić w swoje codzienne życie takie zasady jak opisujesz. Z niektórymi nie mam problemu, ale np. punkt 2 u mnie nie funkcjonuje, a to by dużo mogło zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt drugi też mnie wiele kosztował, ale sprawdza się. Sprzątając np. tylko w łazience, jakoś specjalnie się nie zmęczysz, a na kilka dni masz ją z głowy - oczywiście przestrzegając, że drobiazgi sprząta się od ręki.

      Od tej zasady staram się wyjątków nie robić - w ogóle ona jest chyba najważniejsza :)

      Usuń
  15. czy wyjdę na okropnego zwyrodnialca, jeśli wyznam, że uwielbiam zmywać? poważnie, mogę chodzić w niepoprasowanym (prasowanie to jakiś siódmy albo ósmy krąg piekła, niżej jest już tylko wieszanie firanek), mogę miotać się jak ostatni bałwan w poszukiwaniu okularów (gdzie to ja je...), ale pozmywane mam zawsze, na bieżąco, najczęściej jeszcze w trakcie gotowania, bo kocham to robić.

    widzę dla siebie świetlaną przyszłość na zmywaku ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D
      Ja znowu ostatnio uwielbiam odkurzać, bo od maja mam nowy odkurzacz i jeszcze się nim nie nacieszyłam :D Ale pewnie i to mi przejdzie :P

      Usuń
  16. Czyli mi jeszcze trszokę brakuje zanim w moim domu zapanuj lad i nic nie będzie wylatywało z szafek na głowę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom utrzymanie czystości nie jest wcale takie trudne, wymaga jedynie dobrych chęci i samodyscypliny. Tylko tyle. Twój dom będzie lśnił jak w tvnie :)

      Usuń
  17. Jestem leniwą bałaganiarą to fakt ale pedantką w życiu bym być nie chciała! Mam taką koleżankę i ona mówi, że ją to męczy ale nie usiądzie dopóki wszystko nie jest na swoim miejscu. Ja tam usiądę, ba nawet się położę na tym;)
    Ale fakt, mój bałagan czasem mnie doprowadza do szału i cały czas z nim walczę i też mnie to męczy. Myślę nad jakąś strategią i Kochana!! Twoje porady to sobie chbya wydrukuję i zacznę wprowadzać już od dziś. Wszystkie po kolei mi się podobają. Najgorzej chyba będzie jednak z tym łóżkiem rano:> A i owszem chciałabym rano wstać wcześniej i posprzątać by nie musieć tego robić po przyjściu z pracy ale.. rano wolę sobie pospać dłużej..;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pedantką też bym nie chciała być, znam osoby, które przez swoją manię czystości potrafią zatruć innym życie :D
      Inna kwestia, że nie mam porządku we krwi i czasem naprawdę wiele mnie kosztuje, żeby nie machnąć na wszystko ręką... i niech się wywala na głowę dalej :)

      Usuń
  18. Dzięki za świetne porady :) Mój problem polega na tym, że lubię wysprzątane mieszkania, ale nie lubię sprzątać. Mam swoją półkę na "rzeczy, które mogą się kiedyś przydać"

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajnie napisany wpis. Brawo. Sam zajmuje się sprzątaniem trochę bardziej profesjonalnie, tak więc trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...