piątek, 2 sierpnia 2013

Pochwała poranków raz jeszcze :)

O zaletach wczesnego wstawania już raz pisałam - TUTAJ.
Od jakiegoś czasu mam jednak ochotę do tematu wrócić, gdyż nie czuję, że go wyczerpałam.

Łapię się ostatnio na tym, że kiedy wieczorem w myślach podsumowuję sobie dzień, sama jestem zaskoczona, ile w nim zmieściłam.

Bo okazuje się, że znalazłam czas na pracę, na jazdę na rowerze, na kijki, na szydełkowanie, na gotowanie, na naukę nowych słówek, na obejrzenie filmu, na zrobienie zakupów, a w międzyczasie posprzątałam mieszkanie i przeczytałam pół książki.

Bez wątpienia ważne jest tu to, że latem postanowiłam jak najczęściej być offline - nie zaglądam na głupie strony, nie gram w durne gry, nie wchodzę na wszystkie portale informacyjne jak leci. W weekendy zaś prawie całkowicie odcinam się od sieci - i bardzo mi z tym dobrze.



Największą zmianą jest jednak to, że sama z siebie wstaję najpóźniej o 6:30.

I nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę. 
Coraz rzadziej zdarzają mi się sytuacje, że mam ochotę przestawić budzik na drzemkę i pięć minut dłużej poleżeć w pościeli.

A napędzają mnie dwie rzeczy - i tu dochodzę do sedna dzisiejszego wpisu.

Usłyszałam kiedyś takie zabawne zdanie: ludzie mody nie jedzą.
Moja wersja brzmi:

Ludzie z marzeniami nie śpią! :)

Kiedy wstaję o tej szóstej, myślę sobie, że właśnie teraz, w tym momencie, na pewno ktoś wiąże buty i idzie biegać - bo jego marzeniem jest przebiegnięcie maratonu.

A ktoś inny właśnie zakuwa francuskie słówka - bo tego języka jeszcze nie zna.

Myślę też o osobach, które wpatrują się w ekran monitora i piszą swoją pierwszą powieść. Myślę o tych, którzy kroją warzywa na sałatkę, bo nie chcą w ciągu dnia jeść śmieci. 

Po prostu wyobrażam sobie ludzi, którzy właśnie robią coś fantastycznego, na co w ciągu dnia mogą nie mieć czasu. I sama też albo odpalam Skalpel, albo męczę się z brzuszkami, albo zaczynam czytać książkę, albo przygotowuję zdrowe śniadanie, albo idę na kijki, albo na rower, albo... 



Drugą rzeczą, która mnie motywuje do porannego wstawania jest to, że... jest rano :)

Jest rześko.
Nic nie zepsuło mi jeszcze humoru. 
Rano jestem najbardziej pozytywnie nastawiona do świata.
Wiem, że rano niektóre rzeczy po prostu zrobię lepiej, z większym entuzjazmem. 
Lubię raniutko uporać się też z tymi sprawami, którymi martwiłam się przed zaśnięciem - i przesz resztę dnia już do nich nie wracać. 

Nie do przecenienie jest też świadomość, która nadchodzi o godzinie 18: ha! Jestem od 12 godzin na nogach, zrobiłam sporo fajnych rzeczy, to teraz relaks - i idę na rower.

Polecam! Kolejny raz wszystkim polecam wstawanie wtedy, gdy inni przewracają się na drugi bok :)

30 komentarzy:

  1. Ja o 6:30 jestem już w pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kiedyś, żeby dojechać do pracy, dokładnie o 6:43 musiałam stawić się na przystanku, więc wstawałam o 5 :)
    Też było fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że do pracy mam 10 minut autobusem :)

      Usuń
  3. Ja wstaje o 5:10, chociaż przeważnie zegarek wyrywa mnie z błogiego snu. A w dni wolne śpię do 8!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstajesz, bo musisz, czy bo chcesz? :)

      Usuń
  4. Dobry wpis! śpię za długo, ale to dlatego ze wieczorem zamiast iść spać marnuję czas grzebiąc w internecie. Pozniej dzien jest za krótki a wieczorem juz nic mi sie nie chce :( zainspirowalas mnie, będę codziennie ustawiać budzik co raz wcześniej, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strategia "codziennie pięć minut" wcześniej jest bardzo dobra, chociaż wymaga samozaparcia :)
      A to, o czym piszesz, też znam: cały dzień zleciał raz dwa, wieczorem nic się nie chce, człowiek kładzie się zły spać...a następnego dnia to samo :)

      Usuń
  5. Od kilku dni wstaję wcześnie i faktycznie jest lepiej:) A jeżeli chodzi o offline to 100% prawdy, dzisiaj przez kilka godzin wyłączyłam strony, które mi zajmowały najwięcej czasu i wtedy zrobiłam mnóstwo rzeczy w mieszkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie proste: wyłącz komputer, a doba cudownie się rozciągnie :))))

      Usuń
  6. Bardzo fajny wpis! Trzeba korzystać z dnia, póki jeszcze jest długi, słoneczny i ciepły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą już nie będzie tak łatwo :)

      Usuń
  7. A jak radzisz sobie z sennością? Z tym mam największy problem w ciągu dnia, dawniej nie potrafiłam zasnąć byle kiedy, a obecnie czasem jestem wręcz zmuszona, by się zdrzemnąć..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przez większość dni nie chce mi się spać w dzień.
      A jeśli już, to ratuję się kawą, zieloną herbatą albo idę na rower.
      W dzień śpię sporadycznie, po nie potrafię poprzestać na krótkiej drzemce i kiedy budzę się np. po trzech godzinach, jest bardzo, bardzo zła :)

      Usuń
  8. Wstaję rano i cieszę się długim dniem:) Ostatnio udaje mi się wstawać o 5 rano 3x w tygodniu na poranny jogging:) Uwielbiam długie dni!

    OdpowiedzUsuń
  9. Poranki to najpiękniejsza pora dnia. Czas do godz. mniej więcej 13:00, zwłaszcza w weekend należy do moich ulubionych. Nie cierpię długiego wylegiwania się w łóżku, szkoda czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, też uwielbiam weekendy o tej porze :)Wszystko dzieje się jakby... wolniej :)

      Usuń
  10. Uwielbiam wstawać przed 7h zawsze, to więcej czasu dla siebie, innych, pasji...

    OdpowiedzUsuń
  11. Też muszę zacząć stawać wcześniej, bo ostatnio się rozespałam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podstawowa zaleta ranka - świat jeszcze śpi i jest spokój, który można poświęcić na robienie tyyyylu rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Sama codziennie wstaję o 6 rano (bo muszę) i bardzo mnie to męczy. Gdybym miała wybór spałam bym dłużej. Zwłaszcza, że mój czas aktywności jest dokładnie taki sam jak za czasów wstawania o 7:30 - zawsze to jest 24 h minus 6/7 godzin snu i realizują mniej więcej podobną ilość rzeczy w ciągu dnia. Myślę, że jeśli ktoś jest skowronkiem, to powinien się przestawić na ranne wstawanie, bo wtedy rano jest najaktywniejszy. Ale nie każdy nim jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez długi czas byłam sową, poprzestawiało mi się dopiero niedawno :)
      Wszystko jest kwestią indywidualną, z czasów studiów bardzo miło wspominam nocne przesiadywanie w herbatą i książką :)

      Usuń
  14. Genialne myślenie! Mnie ostatnio z łóżka zwleka szalejący remont. Dzięki temu budzę się wcześniej.

    www.positiveattitudetowards.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, remont mam za sobą. Wtedy też wstawałam o szóstej :P

      Usuń
  15. Wow, świetny wpis. Dodałaś mi motywacji, żeby częściej wstawać wcześniej, zrobić sobie kawkę i usiąść na rześkim powietrzu na balkonie. Ale co robić jak ktoś z natury jest śpiochem?? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to zrobić? Nie mam pojęcia :) Ja siebie nazywam eks - śpiochem i eks - sową, kiedyś uwielbiałam spać do 10 i kłaść się spać grubo po północy.
      Teraz po prostu się przestawiałam: o 21 zaczynam ziewać, o 23 najpóźniej zasypiam snem kamiennym, o 6 budzę się rześka i wypoczęta :)

      Strategie są dwie: albo po prostu uprzeć się, że od dziś wstaję o szóstej/siódmej i nie ma zmiłuj, albo codziennie nastawiać budzik 5 minut wcześniej :)

      A kawa pita rano na balkonie smakuje naprawdę wyjątkowo :)

      Usuń
  16. Jakie motywujący wpis!!! Ja próbuję od dawna wstawać wcześniej, bo wiem, że wiele rzeczy mi umyka, bo po prostu brakuje mi na nie czasu. Ale ja rano jestem taka zmęczona i zaspana;> Potrzebuję godzin by dojść do siebie. Wiem, że to tylko wymówki. Może jakbym tak się przemogła z czasem polubiłabym poranki. Pracuję, a do pracy mam na 7dmą! Powinnam wstawać co najmniej o 6tej.. Tymczasem często wstaję /ledwo zwlekam się z łóżka/ tuż przed 7:00! Chcę to zmienić, wstawać o 6tej, poćwiczyć, przygotować coś dobrego do jedzenia... czuję, że tak dobrze rozpoczęty poranek dałby mi mnóstwo energii... a jeśli nawet nie mnóstwo to rozkecił by mnie na resztę dnia. Jak na razie to jestem ciągle w trybie zombie i mega mnie to męczy:(

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...