czwartek, 11 kwietnia 2013

Dlaczego afirmacje nie działają...?

... albo działają, ale nie wszystkie?

Sama afirmacjami zainteresowałam ładnych kilka lat temu, kiedy to na topie był Secret i prawo przyciągania. Zresztą: pozytywne afirmacje to dla mnie nieodłączna część pozytywnego myślenia, dlatego też uparcie wypełniam swoją głowę zdaniami, które motywują, poprawiają samopoczucie i samoocenę.

Piszę o tym, ponieważ w trakcie lektury książki Ewy Woydyłło W zgodzie ze sobą natrafiłam na fragment, który mocno zapadł mi w pamięć. Brzmi tak:

Praktykujący psychoterapeuci dobrze wiedzą, że nikt nie jest w stanie sam poprawić swojego poczucia wartości. Obraz siebie w większym stopniu budujemy na podstawie tego, jak odnoszą się do nas inni, niż tego, co sami sobie usiłujemy wmówić. Afirmacje, choćby najcieplejsze, muszą znajdować potwierdzenie w stosunku do nas innych ważnych osób. Gdy osoba o bardzo niskim poczuciu wartości mówi sobie dobre rzeczy, czuje że słyszy je od kogoś, kto nie jest... wiele wart. A więc i słowa te nie są wiele warte. 

Ja się z tym fragmentem i zgadzam, i nie. Z jednej strony fakt: chyba nic tak nie poprawia samopoczucia i nie podnosi wiary w siebie jak uznanie płynące od osób, z których zdaniem się liczymy. 

Z drugiej jednak strony uderzyło mnie stwierdzenie: osoba, która nie jest wiele warta

I teraz mogę odwołać się do siebie i własnych doświadczeń. Uważam, że aby stać się osobą "coś" wartą" w kogoś oczach, musimy najpierw sami siebie tak postrzegać. I jeśli nie mamy takiego poczucia, to jakiekolwiek afirmacje nic tu nie dadzą.

Wiem, wiem: Ameryki nie odkryłam. Ale dla mnie jest to ważne.

Pamiętam, że był czas, kiedy uparcie powtarzałam sobie: Ania, świetne wyglądasz!
Nic to nie dało, bo akurat wtedy ważyłam najwięcej w całym swoim życiu i zwyczajnie źle się czułam.

Teraz jest lepiej. Waga co prawda pokazuje magiczne pięć kilo mniej, ale ćwiczę, regularnie wklepuję balsamy, zdrowo jem i to sprawia, że jestem w siebie dumna. I świetnie się czuję. A tekst: Ania, Ty laseczko!, który rzucam do swojego odbicia w lustrze naprawdę jest w stanie skutecznie poprawić mi humor. Równie miło jest wtedy, gdy mówi to ktoś inny... ale najpierw to ja SAMA musiałam nabrać przekonania, że jest dobrze.

Inny przykład: jesteś twardzielką, dasz radę! Moje ulubione zdanie motywacyjne :)

No pewnie, że jestem i no jasne, że dam radę. WIEM to. A skąd? Bo regularnie ćwiczę, bo poradziłam sobie wielokrotnie wcześniej, bo uczę się polegać na sobie i coraz rzadziej sprawiam sobie zawód.

Natomiast gdybym tylko tak powtarzała, a nie szłyby za tym konkretne przykłady, to nie sądzę, żebym za sprawą samych afirmacji "dała radę".

Jakie afirmacje na mnie NIE działają?

Takie, które są mało konkretne.

Jesteś super. Będzie dobrze. Wszystko się ułoży.

Super, dobrze, wszystko? To znaczy jak? To znaczy co?

Takie, które są zwyczajnie głupawe.

Słynny przykład: Jeśli czegoś pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu.

Cały wszechświat sprzyja temu, że chcę w końcu nauczyć się robić pompki? Naprawdę?

Takie, które mogą oznaczać wszystko... i nic.

Przykłady znalezione na szybko:

Rozwój zaczyna się poza Twoją strefą komfortu. - okej, przekreślone, dziewczyny w komentarzach mnie oświeciły :)
Czasem trzeba się zgubić, aby odnaleźć drogę. 
Dopiero stan chwiejności doprowadza do równowagi.

Kto mi wytłumaczy, o co chodzi :)?

Afirmujecie sobie? Macie własne motto życiowe?

Moje są bardzo proste:

Jesteś twardzielką! - o tak! :)
Niemożliwe nie istnieje! - czyli próbuj, próbuj, próbuj... :)





12 komentarzy:

  1. Ja jakoś nigdy się nie afirmuję :P Ale jeżeli miałabym wybrać swoje motto życiowe, to jest to cytat z "Wyzwolenia" Wyspiańskiego "Musimy zrobić coś, co by od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie należy do nikogo"

    OdpowiedzUsuń
  2. akurat "Rozwój zaczyna się poza Twoją strefą komfortu." z tym się nie zgodzę, że to tak wszystko i nic. tzn. z jednej strony można tak to odbierać, jednak ogólnie jest to dla mnie ważne zdanie, które przypomina mi o tym, że trzeba ryzykować, próbować nowych rzeczy, nie bać się czasem rzucić i na głębszą wodę. siedząc na tyłku na kanapie, oglądając telewizor raczej się nie rozwijamy... (no chyba, że oglądamy naukowe programy ;)), natomiast próbując nowych rzeczy - tak.

    co do reszty raczej się zgadzam, pewnie, że siła słów drugiej osoby jest wielka, ale może być zarówno budująca i destrukcyjna, dlatego ważniejsze jest własne poczucie wartości. słowa innych to drugorzędna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, można na to tak spojrzeć. Wymieniając je, miałam na myśli to, że zarówno słowo "rozwój" jest wieloznaczne, jak i "strefa komfortu".

      Z tym zdaniem innych osób jest jeszcze jeden problem, o którym już dzisiaj nie chciałam pisać. Czasem naprawdę życzliwa osoba powie nam coś nieprzyjemnego o nas samych, na co, zadowoleni z siebie, nie zwróciliśmy uwagi. A ta osoba może mieć rację. Generalnie pisząc ten tekst chodziło mi o to, że na nic komplementy i afirmacje, skoro sami o sobie mamy złe zdanie. A innych czasem też warto posłuchać :)

      Usuń
    2. Właśnie miałam to samo napisać o tym rozwoju i strefie komfortu. To naprawdę niezłe zdanie. Trzeba ryzykować, próbować nowych rzeczy, ale również strefę komfortu możemy odnieść chociażby do ćwiczeń. Spalamy tłuszczyk biegając dłuższy czas, zeby osiągnąć rezultaty musimy się namęczyć, a więc najpierw poczuć niekomfortowo (chociaż z czasem zmęczenie wywołane bieganiem i ćwiczeniami jest uczuciem świetnym, a nie niekomfortowym ;D ).

      Usuń
    3. Ok, przekonałyście mnie :)

      Usuń
  3. Raczej bardzo rzadko używam afirmacji, ale są dwa zdania, które często sobie mówię: Jesteś zajebista i Dasz radę, kto jak nie Ty. Takie banały, ale naprawdę w nie wierzę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie "Jesteś zajebista" nie działa, bo "zajebista" jest zbyt ogólne :P Natomiast "Kto, jak nie Ty" i "Kiedy, jak nie teraz" uwielbiam :)

      Usuń
  4. Afirmacje zależą moim zdaniem, nie tylko od poczucia własnej wartości. Także od sytuacji, w jakiej się w danej chwili w życiu znajdujemy. Ja akurat jestem na etapie tzw. wyborów (z czego zrezygnować, co zostawić), więc bardzo mi pomagają. A to jest chyba najważniejsze:)
    Moja ulubiona? "Keep calm"

    OdpowiedzUsuń
  5. Visell - oczywiście, że tak :)
    Mnie teraz czeka kilka ważnych decyzji, więc wszelkie hasła napędzające do działania mile widziane. "Keep calm" - super! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. If you can dream it, you can do it!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo wszystko ja jestem zdania, że POPRAWNIE tworzone afirmacje działają.
    Odsyłam do ciekawego tematu o afirmacjach: http://forumnauka.pl/ogolnie/czy-afirmacje-dzialaja/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...