czwartek, 5 czerwca 2014

Dieta Beaty Pawlikowskiej - co je autorka "W dżungli zdrowia"?

Książkę Beaty Pawlikowskiej W dżungli zdrowia mam od kilku tygodni i... nadal nie potrafię się zdecydować, czy dostrzegam w niej więcej plusów czy minusów. Zanim więc napiszę Wam o samej książce, dziś kilka słów o tym co je, a czego nie bierze do ust jedna z najpopularniejszych polskich podróżniczek.




Z książką mam problem z kilku powodów o których napiszę w kolejnym tekście. Dziś skupię się na tym, co ląduje na talerzu Beaty Pawlikowskiej... a raczej na tym, co na owym talerzu nie ląduje - a lista, jak sami się przekonacie, jest długa.

Beata Pawlikowska W dżungli zdrowia propaguje pogląd, że jedzenie zawierające jakiekolwiek sztuczne substancje to jedzenie skażone, czyli nienadające się do jedzenia. Biorąc pod uwagę, jak wszechobecna jest chemia obecnie, niewiele pozostaje rzeczy, które można jeść bez obaw. 

Co zatem autorka wyeliminowała ze swojej diety?

Proszę bardzo:

- alkohol
- dania gotowe do zjedzenia, w tym mrożonki, dania z proszku, kartonu lub jakiegokolwiek innego opakowania
- budynie, jogurty, serki, kefiry
- produkty light
- dżemy, marmolady itp.
- fast - foody
- guma do żucia
- jajka z wyjątkiem jaj klas "0"
- keczupy, majonezy, sosy do żywności, przyprawy w kostkach
- margaryna
- masło ze sklepu
- mąka biała i wszystkie jej przetwory, chleb ze sklepu
- ciasta i ciastka, słodycze ze sklepu
- mięso - białko zwierzęce
- mleko w opakowaniu
- napoje gazowane
- dodatki do chleba: sery do smarowania itp.
- soki, napoje owocowe z kartonu
- wędliny
- woda smakowa

Co zatem zostaje?

- warzywa strączkowe
- kasze i zboża
- warzywa
- owoce
- nasiona i orzechy
- przyprawy
- świeże zioła

Niewiele, prawda?

Od siebie dodam, że jeśli konsekwentnie poszlibyśmy tropem eliminowania chemii z jedzenia, to na liście rzeczy zakazanych powinny też znaleźć się warzywa i owoce, bo nawet jeśli kupujemy je nie w markecie, a na bazarku, to i tak nie mamy pewności, czy aby na pewno nie były one opryskiwane. Oczywiście wyjątkiem są warzywa i owoce ze sklepu ekologicznego... tyle, że te w moim mieście w swojej ofercie warzyw i owoców nie mają. Hmm.

Jak ja się na to zapatruję?

Dla mnie jest to jedna z trudniejszych diet, z jaką się spotkałam.

I chociaż jej założenie ("zero chemii") jak najbardziej do mnie przemawia, to jednak uważam, że zastosowana ot tak, z marszu, może przynieść więcej szkody niż pożytku. Beata Pawlikowska deklaruje, że gotuje wg 5 Przemian. W książkach na ten temat skala produktów, z których przygotowuje się potrawy jest o wiele bardziej bogata.

Oczywiście niektóre rzeczy można obejść, ale... Nie każdy ma czas, by piec dla siebie chleb. Ba, pół biedy, jeśli tylko dla siebie! Co w sytuacji, kiedy ma się rodzinę? Nic, tylko wypadałoby założyć domową piekarnię.

 Nie każdy ma chęci, żeby robić co drugi dzień np. mleko ryżowe - bo to z kartonu jest "sztuczne". Nie każdemu chce się robić powidła. Poza tym moje osobiste zdanie jest takie, że jeśli na co dzień jem zdrowo, to kawałek pizzy raz na dwa tygodnie jakoś specjalnie mi nie zaszkodzi. 

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie propozycja Beaty Pawlikowskiej jest zbyt radykalna. Wielu rzeczy z jej listy nie jem, ale z niektórych zrezygnować bym nie mogła i nie chciała (mleko sojowe z kartonu chociażby, ketchup, kupuję produkty mrożone, zdarza mi się zjeść bułkę z dżemem - rzadko, ale jednak). Uparcie szukam złotego środka - po prostu.

Co sądzicie?

19 komentarzy:

  1. Też uważam, że eliminacja wszystkiego, co zawiera chemię jest za radykalne. Jeszcze latem może bym to jakoś przeżyła (dzięki ogródkowi mamy), ale zimą sobie nawet nie wyobrażam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, zimą dopiero robi się problem co jeść, przy tak rygorystycznych założeniach.

      Usuń
  2. Dla mnie to brzmi jak ortoreksja.... a gdzie, u licha, ta radość życia, której częścią jest radość jedzenia. Czekolady też :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, jakby się nad tym zastanowić, to może faktycznie zahacza to o ortoreksję?
      Ale nie, nie będę nikomu diagnozować choroby :)

      Usuń
  3. Moim zdaniem jeśli wybierać to mniejsze zło,a takie eliminowanie wszystkiego może doprowadzić do frustracji. Może Pani Beacie odpowiada takie żywienie,sama chciałabym coś takiego spróbować,ale wiem jak działa takie zakazywanie większości produktów... Poza tym organizm potrzebuje czy to mleka,czy od czasu do czasu dżemu,chleba,kefiru i wielu innych,a kluczem to zachować umiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z jednej strony podziwiam za wytrwałość, serio! Ok, jem zimą śniadania na ciepło, jem warzywa, czytam etykiety. Ale jak pomyślę, że koniec z mlekiem z kartonu, że jeśli chleb, to tylko taki, który sama upiekę, a do chleba wszelkie pasty robię sama.... to wiem, że nie dałabym rady.

      Usuń
    2. A ja nie piję mleka w ogóle i dżemu też nie jem i wcale mi ich nie brakuje. Kwestia przyzwyczajeń.

      Usuń
  4. Moja dieta wygląda podobnie, jednak nie jest aż tak radykalna. Z w/w listy spożwam alkohol, gumy do żucia, chleb ze sklepu, niektóre produkty kartonach - pomidory, soki (wszystko bez dodatku cukru lub innych dodatków). Od czasu do czasu jem ryby (2-3 razy w miesiącu)... Warzywa i owoce z upraw ekologicznych - w większości. Tak to wygląda przez większość czasu. Są dni kiedy skuszę się na jakieś słodycze, np. czekoladę, ale staram się aby nie było to zbyt często... Mleko - kiedyś nie wyobrażałam sobie kawy bez niego, a teraz - produkt zbędny. Tak samo, jak zrezygnowałam z większości kosmetyków, takich jak balsamy, kremy. Świeży liść aloesa i olej kokosowy wystarczą w większości przypadków. Czy taki sposób odżywiania/życia jest trudny? Czasami tak. Ale z drugiej strony nie chcę wprowadzać do organizmu więcej śmieci... Cały proces zajął kilka lat i ciągle trwa. Miałam czas się przyzwyczaić :) Wioletta

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma szans na całkowite wyeliminowanie chemii z naszego życia, taki ten świat teraz nienormalny. Oglądałam kiedyś jakiś program o mięsie (głównie kiełbasie), że jest poddawane takim stężeniom szkodliwych substancji, że tak naprawdę wskazana dzienna porcja do spożycia to jakiś plasterek. Parodia... Ale grunt, że się sprzedaje i robią na tym kasę, nieważne, że ludzie chorują na coraz to bardziej zmodyfikowane choroby. Przydałoby się wyjechać na jakąś bezludną wyspę, może tam jeszcze zachowało się coś w 100% zdrowego i naturalnego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wynieśmy się wszyscy do dżunglii i będziemy tam zażerać maniok.
    Pawlikowska zaczyna mnie wnerwiać odkąd zobaczyłam książeczki z sentencjami na każdy dzień za ileśtam w walucie. Propaguje fajny styl życia ale osobiście strasznie mam jej dosyć.
    A chemią pryska się wszystko, bo nawet gospodarki eko dopuszczone mają ileśtam procent chemii. Rolnik wbrew pozorom nie tylko zapitala za pługiem, ale jeszcze chciałby mieć za co żyć, także proponowałabym nie narzekać xd tak na logikę od czasów przymusowej diety paleo długość życia trochę się nam zwiększyła:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię Pawlikowską, ale chyba się pogubiła. Zaczęła masowo produkować książki i chyba robi to ostatnio bez namysłu :( dżungle zdrowia przekartkowałam w lidlu .

    OdpowiedzUsuń
  8. do niedawna też myślałam, że ta lista jest zbyt restrykcyjna. ale uwierzcie mi, tak się myśli na początku "zdrowej" drogi. później okazuje się, że z pozostałych składników można wyczarować tak smaczne cuda, że jest się zdziwionym przy każdym niemal posiłku ;)
    aaa, nie wyeliminowałam jogurtów naturalnych, wg mojej wiedzy są niezbędne.
    moja przygoda ze zdrowym jedzeniem rozpoczęła się po badaniu żywej kropli krwi pod mikroskopem. to co zobaczysz na monitorze baaaaardzo motywuje do zmiany nawyków żywieniowych ;)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ja też staram się jak mogę, żeby tej chemii było jak najmniej.
      Ale na hasło "zero chemii" nie mogę sobie pozwoli. Lubię spędzać czas w kuchni, lubię kasze, zboża, warzywa, świeże przyprawy itd. Jednak kupuję chleb ze sprawdzonej piekarni, kupuję mleko sojowe w kartonie, zdarza mi się chlapnąć na kanapkę ketchupem itd. Nie jestem wstanie całkowicie wyeliminować chemii, można próbować, owszem, ale dla 99% społeczeństwa jest to chyba jednak niemożliwe.

      Co do nawyków żywieniowych - uważam, że w porównaniu do tego, co jadłam kilka lat temu postep jest ogromny :)

      Usuń
  9. Polecam książki Anny Ciesielskiej i jej zrównoważone posiłki, burzy wiele ludzkich przyzwyczajeń i schematów, ale spróbowałam, stosuje od kilku miesięcy i jestem bardzo zadowolona.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O książkach Anny Ciesielskiej słyszałam, ale nie miałam jeszcze okazji się z nimi zapoznać.

      Usuń
    2. JEDNA WIELKA GLUPOTA - trzeba wszystko jesc tylko z umiarkowaniem!!!!!!

      Usuń
  10. Pani Beata ma racje. Mam zamiar zastosowac jej diete, aczkolwiek na poczatu moze byc ciezko i stopniowo bede elimimowac chemie. Co do chleba i wedlin pani Beata pisze, ze moza kupowac jednak w sprawdzonych, najlepiej ekologicznych sklepach !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Pawlikowska miała zaburzenia odżywiania (nie wiem czy można o tym mówić w czasie przeszłym) nie jest więc chyba odpowiednią osobą do naśladowania.
    Poniżej cytat z jej wypowiedzi:
    "- Kiedy miałam dwadzieścia lat pewnego dnia postanowiłam, że nie będę wcale jeść. I przestałam! – opowiada podróżniczka. - Wydawało mi się wtedy, że w ten sposób rozwiążę moje dwa największe problemy: nadwagę i niezadowolenie z własnego życia.

    - Uzaleznienie od niejedzenia to przyjemny stan prowadzący do smierci. Dało mi na chwilę pozorne poczucie siły. Gotowałam dla innych, podawałam im duże porcje, oszukiwałam bliskich , że „ja już jadłam”. Pozwalałam sobie tylko na picie wody z kranu. Świadomie zadawałam sobie cierpienie. Chciałam się ukarać za to, że jestem beznadziejna. Gdybym zastanowiła się nad tym co robię, musiałabym przyznać, że to czysta autodestrukcja, która nie może doprowadzić do niczego dobrego. Ale zbyt byłam zajęta wymierzaniem sobie kary za wszystkie winy, które popełniłam i za to, że – jak mi się wydawalo - nikt mnie nie lubi.

    WAŻYŁAM 34 kg
    Chudłam...na początku to było fantastyczne uczucie. Czułam się świetnie. Przestałam chorować na przeziębienia i grypę. Ważyłam 34 kilo. Kiedy piłam wodę, czułam jak przepływa przez moje wnętrzności... Byłam blada, wypadały mi włosy i czasem ogarniała mnie taka słabość, że padałam bez sił na łóżko. Zawsze chciałam być płaska jak deska i wreszcie byłam . Uzależniłam się od niejedzenia – opowiada Beata Pawlikowska

    W czasie kiedy chorowałam, pojęcia „anoreksja” nie było jeszcze w słowniku. Ponieważ wychudzone ciało zaczęło się jakoś„dziwnie zachowywać. Kiedy zanikła mi całkowicie miesiączka, poszłam do lekarza. To tam usłyszałam ostrzeżenie, że z powodu wychudzenia i wycieńczenia organizmu część moich organów wewnętrznych zaczęła zanikać. Jeżeli nie zacznę jeść, stracę nie tylko macicę, ale i płuca, serce, wątrobę... To mnie zaniepokoiło."

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem na takowej diecie, odkąd wyeliminowałam produkty odzwierzęce o niebo lepiej się czuje, moja cera o niebo lepiej wygląda. Mam więcej siły, biegam już na 10 oraz więcej km, gdzie przy normalnej diecie jedyne na co miałam siłę i ochotę to telewizja i ciągłe narzekanie.

    Uważam, że warto na miesiąc spróbować się tak odżywiać, a zobaczy się różnicę. Uwielbiam Pawlikowską i na razie nic tego nie zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...