czwartek, 18 lipca 2013

Reaktancja, czyli nie zabraniaj sobie!

Znacie to? Od dziś nie jem czekolady! I jak na złość nie możemy przestać o tej nieszczęsnej czekoladzie myśleć, mamy na nią non stop ochotę, właściwie nie możemy skupić się na niczym innym, oprócz tego, że nie wolno nam myśleć o czekoladzie. A gdy już się złamiemy, wtedy nie zjemy jednej kosteczki... tylko pięć tabliczek. Ot, taki przykład z mojego życia wzięty.

Idźmy dalej. Raj, Adam i Ewa, wszystko, czego zapragną, mają na wyciągnięcie ręki. Z wyjątkiem jabłka. Na co więc mają ochotę Adam i Ewa? Na jabłko oczywiście.

Kolejny przykład, czysto teoretyczny. Mąż koleżanki. Co z tego, że ten nasz obiektywnie jest "lepszy"? Skoro to właśnie tamtego jednego nie można mieć... to wiadomo, o kim śnimy po nocach.

Mało tego! Często dochodzi do sytuacji, kiedy na czymś nam nie zależy i zupełnie tego nie chcemy. Dopóki nam tego nie zabronią! Przykład? Moja mama w Wielki Piątek. Akurat w tym dniu nie powinna jeść mięsa i bez problemu mogła się bez niego obejść przez pozostałe dni w roku. Ale w tym jednym dniu, kiedy nie wolno, będzie marzyć o parówkach, pasztetach i kurzęcych wątróbkach. 

A ja zawsze, gdy rozpoczynam dietę, marzę o babeczkach...



W psychologii opisywane zjawisko nazywa się reaktancją i polega ono właśnie na tym, że chcemy tego, czego akurat nam nie wolno. 

Wróćmy do czekolady, którą uwielbiam. W ogóle moim największym dietetycznym grzechem zawsze były słodycze. Uwielbiam je jeść, mogłam nie zjeść obiadu, ale batonika (albo pięciu) sobie nie odmówiłam.

Zauważyliście, że piszę o tym w czasie przeszłym? :)

Świadoma, czym jest reaktancja właśnie, przestałam sobie zabraniać. I dawno nie byłam tak zadowolona ze swojej diety! Nie powiem, nadal jem batoniki, ciasteczka czy desery z tłustym mascarpone, ale nie w takiej ilości, jak kiedyś!

Mam ochotę na coś słodkiego do kawy? Proszę bardzo: idę do barku i się częstuję. Maks dwoma ciasteczkami, a nie całą paczką, bo na więcej nie mam ochoty.
Skusi mnie w sklepie czekolada? Ok, do koszyka z nią! A w domu zjem jeden paseczek... albo i nie.
Przykład z wczoraj: takich deserów normalnie potrafiłam zjeść... dużo. A tym razem poprzestałam na jednym :)



Dla mnie jest to sytuacja zupełnie wymykająca się jakiejkolwiek logice... ale to działa!

Schemat wygląda tak:

nie mogłam -> jadłam
mogę - > prawie nie jem

Zakazany owoc, przez to, że nie jest zakazany, przestał kusić - u Was też sprawdza się ta prawidłowość?

PS Zjawisko reaktancji od kilku dni przerabiam w jeszcze jednej sytuacji: "Spoko, nie chcesz? To nie ćwicz".
Od kilku dni ćwiczę właściwie codziennie... ale o tym więcej nie piszę, co by nie zapeszyć :)

14 komentarzy:

  1. Mi też pomaga wyzwanie siebie. Wyzywam się, że nie jem słodkiego w czerwcu i jakoś przeżyłam czerwiec. Bywało ciężko, ale pokazałam sobie, że umiem.

    Nie mniej jednak w tym co piszesz jest dużo logiki. Ja się tego trzymam w Lipcu i idzie coraz lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja potrafię wytrzymać miesiąc bez słodyczy, spoko. Tylko potem po prostu się na nie rzucam, do bólu brzucha. A nie o to mi chodzi :)

      Usuń
  2. U mnie też lepiej działa zasada mogę nie jem niż odwrotnie. Zakazany owoc smakuje najlepiej właśnie dlatego, że jest zakazany ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem taka głodna, weszłam tu a tu... babeczki :D Kosmos. Pięknie wyglądają. Ale mimo wszystko mam przed oczami i w głowie, że to góra tłuszczu i cukier, więc bym i tak nie zjadła :) Ale te malinki..mniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie argument o tłuszczu i cukrze wrażenia nie robi... babeczka to babeczka, jedną (podkreślam: jedną!) zjeść można :)

      Usuń
  4. U mnie też to działa. A czekolada ach to moja ulubiona słodycz.. zabranaiłam jej sobie cały dzień i co robiłam na wieczór? Pochłaniałam całą tabliczkę;D Teraz już jej sobie nie zabraniam.. Mam ochotę jem.. i faktycznie coraz rzadziej mam na nią ochotę;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie działa ten sam mechanizm :)

      Usuń
  5. U mnie nie działa. Jak już kupię czekoladę to ją zjadam w sekundę :( Dlatego nie kupuje słodyczy, a w lodówce mam 90% czekoladę i zjadam kostkę przed bieganiem lub ćwiczeniami. Słodycze staram się jeść tylko w weekend. Wtedy nic mnie nie powstrzyma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz: ja jak nie kupowałam słodyczy, to cały czas myślałam, że ich nie mam :) A jak mam w szafce trzy paczki ciastek i świadomość, że mogę po nie sięgnąć kiedy tylko chcę... to zupełnie mnie nie kuszą :)

      Usuń
  6. u mnie tez to działa w przypadku słodyczy, nie wiedziałam że jest na to takie fachowe określenie :D a nigdy nie próbowałam tego zastosować do czegoś innego niz jedzenie, ale może teraz spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze to nie karać siebie.
    Ja na słodkości pozwalam sobie w weekendy.
    I jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wyglada bardzo smakowicie, cos w tym co napisalas musi byc ;) w wolnej chwili zapraszamy do nas ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. na mnie ta taktyka nie działa. potrzebuję rygoru - jeśli sama daję sobie szlaban, grzecznie stosuję się do zakazu i w ogóle się nie łamię, jeżeli natomiast wiem, że mogę, kompletnie nie znam umiaru. widocznie mój mózg działa w systemie zero-jedynkowym.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...