niedziela, 3 marca 2013

Zacznij TERAZ! (Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków - Anna Kuraszyńska)



Lektura książki Anny Kuraszyńskiej zajęła mi nie więcej, niż półtorej godziny, ale bez wątpienia jest to jedna z tych pozycji, do których będę wracać. 

Od dłuższego czasu inspiruje mnie działanie w duchu kaizen, które, mówiąc w dużym skrócie, postuluje o systematyczność i stawianie małych kroków na drodze do wielkiego celu. Chodzi po prostu o to, żeby cały czas iść do przodu i nie zatrzymywać się ani na moment. I chociaż słowo "kaizen" u Anny Kuraszyńskiej nie pada ani razu, to pozycja ta jest właśnie o tym. 

Autorka przekonuje, że aby osiągnąć coś, co często wydaje się niemożliwe do osiągnięcia, wcale nie trzeba zaciskać zębów z wysiłku, odmawiać sobie wszystkiego czy też skupiać całej uwagi na tym jednym celu. Ba! Twierdzi, że takie nastawienie to prosta droga do porażki i rozczarowania!

Jak zatem powinniśmy wyznaczać sobie cele? Przede wszystkim: rozsądnie je zaplanować w czasie. Cudów nie ma. Nic nie stanie się z dnia na dzień, zdobycie szczytów wymaga czasu.

A zatem. 

Weź ołówek i kartkę papieru. 
Dokładnie opisz to, co chcesz osiągnąć. 
Wyznacz pierwszy, malutki krok.
Taki, który na pewno uda ci się wykonać.
Jeśli to możliwe, wykonuj go systematycznie przez dany okres czasu.
Wyznacz kolejne zadanie, równie łatwe. 
A potem jeszcze jedno. I następne, nieco trudniejsze. 
Postępuj tak do chwili, aż osiągniesz to, co chcesz.

UWAGA! Cała zabawa polega na tym, żeby nie wyznaczać sobie nierealistycznych terminów. Niech proces zmiany trwa pół roku czy rok - ale doprowadzając go do końca, pękniesz z dumy!
Książka ta jest więc dla "wiecznie początkujących", którzy teraz dostają do ręki skuteczne narzędzie, by doprowadzić zamierzania do końca.

Autorka skupia się na czterech życiowych sytuacjach, kiedy strategia ta może być skuteczna: wyjście z nałogu, zdobycie idealnego ciała, znalezienie wymarzonej pracy oraz budowanie szczęśliwych związków.

Tak jak napisałam, książkę przeczytałam błyskawicznie, ale też nie zamierzam jej teraz odłożyć na półkę. Korzystając z zawartych w niej wskazówek, planuję doprowadzić do tego, że będę jadła 4-5 regularnych posiłków dziennie oraz chcę przejść 14-tygodniowy program, który jest swojego rodzaju wstępem do kształtowania szczęśliwych związków... a przy okazji pozwala nieco wsłuchać się w siebie, w swoje emocje.

Dodam, że Nawyk wytrwałości napisany jest bardzo prostym językiem, tekst opatrzono mnóstwem inspirujących cytatów i, co ogromnie mi się podoba, nie jest to pozycja teoretyczna. To książka, którą należy przeczytać, a potem przepracować na sobie niektóre rzeczy - tylko wtedy lektura będzie miała większy sens.

Polecam! Bo jest to rzecz niewielka... dzięki której dojść można do rzeczy ogromnych :)



O autorce:

Anna Kuraszyńska ukończyła psychologię stosowaną na Uniwersytecie Jagiellońskim. W pracy zawodowej opiera się na nurcie behawioralno-poznawczym i humanistycznym. Propaguje strategię małych kroków, by pomóc ludziom podnieść jakość życia i wydobyć pełny potencjał.

Info ze strony www.sensus.pl

sobota, 2 marca 2013

Zaplanuj to! (VIII) - cele na marzec

Wzorem wielu blogerek, na których strony regularnie zaglądam, swoje marcowe cele postanowiłam podzielić na kategorie. W marcu postawiłam przed sobą sporo zadań - myślę więc, że porządkując je, będzie łatwiej mi to wszystko ogarnąć.



Zdrowie - Dieta

- zrobię 5 Dni Zdrowego Odżywiania - pisałam o tym tutaj - KLIK

- nie jem po 19 

- codziennie piję min. 2 filiżanki naparu z bratka

- codziennie wypijam min. 1 litr wody

- ograniczam słodycze - może co drugi dzień :)?

Zdrowie - Ćwiczenia

- z gipsem raczej nie poszaleję, ale codziennie wykonuję ćwiczenia z filmiku poniżej - świetnie wpływa na bolące plecy


- zaczynam ćwiczyć brzuch, np. z tym filmikami - na szczęście nogi nie wykonują tu zbyt dużej pracy :)



Ukulturalnienie :)

- obejrzę 5 filmów (lub więcej) - w tym minimum dwa z mojej listy filmów do obejrzenia w 2013 roku

- skończę drugi sezon Dextera

- przeczytam dwie książki z listy książek do przeczytania w 2013 roku

- przeczytam jedną książkę, po której będę mniej głupia, hehe :) (np. z psychologii, o sztuce lub innej ciekawej dziedziny)

- dokończę książkę "O sztuce" Bożeny Fabiani

- dodam więcej niż 5 wpisów na blogu książkowym

Nauka

W tym miesiącu skupiam się na angielskim, toteż:

- nadal powtarzam słówka z "Profesorem Henrym" - min. 20 minut dziennie

- przeczytam 30 stron książki 10 Years Younger + wypiszę słówka + nauczę się ich

- przetłumaczę tekst 1 angielskiej piosenki + wypiszę słówka + nauczę się ich

Wiosenne porządki

- uporządkuję pliki w komputerze

- posprzątam na blogu książkowym 

- mam nadzieję, że uda mi się posprzątać w szafkach z ubraniami

Małe przyjemności:

- upiekę ciasteczka/muffinki, których do tej pory nie robiłam

- wypróbuje dwa nowe przepisy z książek kucharskich, które kurzą się na półce i z których nic jeszcze nie ugotowałam

- każdego dnia zapiszę w kalendarzu jedną miłą rzecz/zdarzenie z mijającego dnia

- uparcie dbam o dłonie i paznokcie

I na koniec:

OGŁASZAM POCZĄTEK 30 DNI BEZ PUDELKA

Wkurza mnie ten portal, wkurzają mnie komentarze pod tekstami... po jaką cholerę ja tam w ogóle zaglądam i marnuję czas?

OGŁASZAM 30 DNI BEZ KUPOWANIA

Książek, ubrań, kosmetyków.
Bo znowu czuję, że obrastam w przedmioty, których mam za dużo, a skoro mam za dużo, to i mniej mnie cieszą. Mały detoks dobrze mi zrobi.


czwartek, 28 lutego 2013

Podsumowanie lutego - znów bez fajerwerków, ale też nie jest źle! :)

Pechowo dla mnie zaczyna się ten rok, oj, pechowo. Miesiąc temu padałam na ryjek z powodu zapalenia oskrzeli, teraz zaś mam nogę w gipsie, co mocno pokrzyżowało mi część planów.

Cóż, rozliczyć się jednak przed samą sobą należy.


1. Wrócić do ćwiczeń. Stopniowo. Niech to będzie 5 minut, ale codziennie.

Do 22 lutego, czyli dnia, w którym zostałam zagipsowana, zrobiłam 10 około 40 minutowych treningów. Biorąc pod uwagę, że w styczniu nie ćwiczyłam prawie wcale i że ćwiczyłam nie codziennie, ale co drugi dzień, wynik ten uważam za całkiem niezły.

2. Kupić aparat! To jest hasło, które pojawia się na blogu właściwie od początku. Teraz mam wybrany model, odłożone pieniądze... po prostu muszę go kupić. 

Kupiłam! :)

3. Posprzątać w szafkach z ubraniami. Co zbędne: wyrzucić.

Nie posprzątałam. Zostawiałam to sobie na ostatni weekend... z tymże gdy on nastał, ja nie bardzo miałam się jak ruszyć.

4. Zrobić porządek w kolczykach. 

Zrobiłam. Każda para została zapakowana w osobną torebkę.

5. Zrobić listę książek i filmów (po 20), które chciałabym przeczytać/obejrzeć w tym roku.

Zrobiłam i teraz się ich trzymam :)

6. Powtórzyć słownictwo z pierwszego i drugiego poziomu "Profesora Henry'ego".

Pisząc ten punkt, nie miałam pojęcia, jaki to jest ogrom! Także zadanie zrealizowane pół na pół: z "Profesorem Henrym" spędziłam sporo czasu, natomiast na pewno nie jest to materiał z tych dwóch poziomów.

7. Kolejny raz(!) przeprosić się z książką "Niemiecki nie gryzie" i dojść do 36 strony.

Jedna wielka d...! Coś tam powtarzałam, coś tam się uczyłam, ale jestem odporna na ten język i zwyczajnie go sobie odpuszczam, bo przestaje mnie to bawić. Skupiam się na angielskim, na pewno jest to bardziej konstruktywne.

8. Przeprosić się z moim drugim, a raczej pierwszym blogiem, książkowym. I zacząć na nim pisać! Bo szkoda ponad trzech lat pracy!

5 notek - mogło być lepiej. Ale na pewno lepiej będzie w marcu, bo już w tej chwili mam kilka zaległych książek do zrecenzowania i mój zapał do pisania znów jest na wysokim, stabilnym poziomie :)

9. Odwiedzić okulistę i ginekologa.

Taaa... zamiast tego, zapisałam się do stomatologa, do którego idzie dzisiaj za mnie moja mama :)

10. Dbać o siebie! Nadal ograniczać kawę, pić pokrzywę, zdrowo jeść. Bo efekty widać gołym okiem :)

I tu jestem z siebie dumna: nie jem po 18, kawy unikam, gotuję zdrowe obiadki, nie przejadam się - oby tak dalej! :)

Ponadto luty ogłaszam miesiącem dbania o dłonie i paznokcie: moczenie w ciepłej oliwie, regularne wcieranie kremów, stosowanie odżywek, łykanie skrzypu. 

Tu też jest dobrze! Nie mogę się tylko pochwalić regularnym łykaniem skrzypu... ale co dwa, trzy dni przypominam sobie o tym :)

Ponadto w lutym:

- obejrzałam  trzy filmy - mało!
- skończyłam pierwszy sezon "Dextera"
- przeczytałam 5 książek - mało!
- wzorowo zaliczyłam dwa Dni Zdorwego Odżywiania
- zmieniłam kolor włosów - na bardziej zbliżony do moich naturalnych, żeby nie farbować ich tak często
- zaliczyłam drugi semestr studiów podyplomowych
- spotkało mnie coś Bardzo Miłego - Moni, kochana, jeszcze raz dziękuję! :)
- wróciła mi motywacja do ćwiczeń - żaden gips mi jej nie zabierze, ha! :)

A plany na marzec? Są! Ale o tym jutro! :)

PS Ależ mnie to zdjęcie motywuje! 

Do podniesienie tyłka mimo gipsu, do poszukania alternatywy dla ćwiczeń, które wykonywałam do tej, do pracy nad samą sobą! :)


wtorek, 26 lutego 2013

Dzień Zdrowego Odżywiania - I i II

Utwierdzam się w moim postanowieniu sprzed tygodnia: Dzień Zdrowego Odżywiania to naprawdę świetny pomysł! 

W tamtym tygodniu było tak:

Śniadanie: płatki jęczmienne z karobem i daktylami



II śniadanie: banan plus jogurt naturalny

Obiad: makaron ze szpinakiem i mozzarellą



Kolacja: dwie kromki razowego chleba z pastą pieczarkowo - orzechową



Zero kawy, zero słodyczy, za to dużo wody.

Dzisiaj zaś moje menu od rana prezentowało się następująco:

Śniadanie: serek wiejski light z pomidorami + kromka razowego chleba



II śniadanie: banan
Obiad: sałatka z kaszy gryczanej i soczewicy, z orzechami, pestkami dyni i papryką


Podwieczorek: zgrzeszyłam jabłecznikiem i kawą :(

Kolacja: dwie kromki razowego chleba z pastą ze słonecznika (pycha!)



Plan jest taki, żeby w podobny sposób jeść każdego dnia. Zresztą: to, co prezentuję wyżej jakoś specjalnie nie odbiega od tego, co jem przez resztą dni w tygodniu, tyle tylko, że zapominam o piciu wody, podjadam słodycze i piję kawę.

W każdym razie moje zdrowe wtorki podobają mi się bardzo i będę je na pewno kontynuować :)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Trendy w makijażu - wiosna 2013 po mojemu i na mnie :)

Tak naprawdę "trędy" nigdy nie miały dla mnie większego znaczenia, tym bardziej w makijażu. No bo co nowego można powiedzieć o kresce na powiece, czy czerwonej szmince? No nic.

Nie zmienia to jednak faktu, że od dłuższego czasu podglądam makijaże z wybiegów, szukając inspiracji dla siebie -  by nie wyglądać codziennie tak samo. I oczywiście znalazłam!

Po pierwsze: wspomniana już czerwona szminka.

Od zawsze bałam się tego koloru zdecydowanie lepiej czułam się z podkreślonymi oczami. Od jakiegoś czasu jednak coś przestawiło mi się w głowie i zamiast malować oczy, wolę malować usta. Być może dlatego, że jest to po prostu łatwiejsze.

I tak, tadam tadam tadam, mam przyjemność przedstawić moją pierwszą czerwonopodobną pomadkę:



Rimmel nr 214, Firecracker, cena ok. 18 zł

Miłością do tej szminki nie zapałałam, podoba mi się jej kolor i zapach, ale już zupełnie nie widzi mi się to, że bardzo wysusza usta i co chwila się oblizuję - ze stratą dla koloru. Na ustach prezentuje się tak:



U mnie jest to jedna, roztarta warstwa, zdjęcie zrobiłam ok. 30 minut po nałożeniu... jak widać, bardzo ta moja czerwień zachowawcza... ale od czegoś trzeba zacząć :)

Na wybiegach czerwona szminka najbardziej spodobała mi się w tej wersji, u Burberry:


Po drugie: jasne, pastelowe usta

Kocham wszelkie jasne, kremowe szminki na ustach, dlatego zainspirowana m.in. tymi zdjęciami...



... wzbogaciłam swoją małą kolekcję o kolejnego nudziaka, z którym szybko się zaprzyjaźniłam.



Nawilżająca pomadka Wibo nr 05, ok. 8zł.

Dziadowskie opakowanie... ale świetna zawartość :)

Po trzecie: niebieski!

Nigdy nie lubiłam tego koloru, ani na ubraniach, ani w makijażu. Tymczasem kilka tygodni zapałałam miłością do paletki Technic Electric, szczególnie zaś do kolorów znajdujących się po jej prawie stronie, czyli fioletów, niebieskości i zieleni. 


I maluję sobie nimi tak:



Żadnej filozofii w tym nie ma. Ma być dużo niebieskiego - i jest. Prawie jak z wybiegów, hehe:




A na koniec zdjęcie, które bardzo mnie rozśmieszyło.

Gips na nodze jest? Jest! (chociaż go nie widać!)
Kule są? Są! (chociaż też ich nie widać!)
Dres jest? Jest! (widać!)
Nieuczesane włosy związane w kitę są? Są!

Mina poważna jak u muchy w ciąży jest? No ba! 

PEŁNY "MEJK-AP", KTÓRY MAJĄ OKAZJĘ PODZIWIAĆ DWA ŚPIĄCE KOTY JEST?

JEST!!! :)


Miłego dnia! :)

Zdjęcia modelek pochodzą z TEJ strony.

niedziela, 24 lutego 2013

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga?

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? 
Opowiedz Mu o swoich planach.


Noga w kostce na szczęście nie jest złamana, tylko skręcona. I trzeci raz (!!!) zerwałam torebkę stawową. Ortopeda przedstawił mi dwie wersje: ósmego marca ściągamy szynę i decyzja, co dalej: albo gips na 6 tygodni (nie!!!), albo tylko opaska i chodzenie o kulach. Zostałam też nieźle postraszona: że takie urazy się odnawiają, że teraz gojenie nie będzie tak szybkie, jak za pierwszym i drugim razem, bo porozrywałam stare blizny... bla, bla, bla.

W pierwszej chwili się rozpłakałam. Tyle planów: bieganie od wiosny, na które cieszę się od pół roku, bieg uliczny jesienią, dalsze treningi, które od jakiegoś czasu idą mi świetnie, praca nad kondycją, od marca chciałam zacząć dwumiesięczny trening Insanity... a tymczasem jestem unieruchomiona na dłuższy czas, a potem raczej też nie poszaleję, żeby nie nadwyrężać nogi.

Dziś jednak wstałam z zupełnie innym nastawieniem. Płacz i użalanie się nad sobą jest dla mięczaków. A ja przecież jestem twardzielką! :)

Raz, dwa, trzy ustaliłam sobie nowy plan działania. Bo w końcu mam tylko niesprawną jedną nogę... głowa i ręce zaś mają się dobrze :) I tak:

1. W ramach postanowień na luty, obiecałam zrobić listę książek, które chcę przeczytać w 2013 roku. No to biorę się za czytanie :)

2. Podobnie z filmami: mam listę, zaczynam oglądać. Lepszego momentu nie będzie.

3. Papa treningi, witaj zdrowa dieto! Czego jak czego, ale czasu mi teraz nie brakuje, mogę więc robić sobie ciepłe śniadanka, pilnować pór posiłków, liczyć wypite szklanki wody itd. 

4. Angielski - treningi fizyczne zastąpię treningami intelektualnymi :) Witaj, Profesorze Henry! W końcu lepiej się poznamy!

5. Niemiecki - może w końcu uda mi się skończyć tą głupią książkę "Niemiecki nie gryzie"?

6. I na koniec... tak zupełnie nieśmiało... Skoro w tym roku raczej sobie nie pobiegam... to może, w okolicach lata, uda mi się wsiąść na rower? I pobić własny rekord?

I jeszcze: skoro wszelkie ćwiczenia z użyciem nóg odpadają... to popracuję nad brzuchem i ramionami! Przecież co jak co, ale brzuszki i wymachy hantelkami mogę robić :)

Ach, no i ćwiczę optymizm. Bo nie sztuką jest się uśmiechać, gdy jest fajnie... Sztuką jest się uśmiechać, gdy patrzę na ten pieprzony gips i najchętniej bym go sobie zdjęła, no!

Oto moje motto na najbliższe dni:


niedziela, 17 lutego 2013

Po prostu: Dzień Zdrowego Odżywiania #3

Czyż nie jest to dobry pomysł?

Raz w tygodniu, a docelowo częściej, urządzić sobie Dzień Zdrowego Odżywiania!

Rewolucja w jadłospisie jest jednym z moich priorytetów w tym roku i naprawdę się staram sumiennie wypełniać wszystkie te punkty, o których pisałam tutaj - KLIK.

Grzeszki się jednak zdarzają: a to ciasteczko, to znowu pizza, innym razem dwie kawy, albo, dla odmiany, jedna marna szklanka wody przez cały dzień.

Dlatego uroczyście postanawiam, że jeden dzień w tygodniu będzie wzorowy: 

- 4-5 zaplanowanych posiłków na bazie zbóż, warzyw i owoców
- bez kawy
- bez słodyczy
- z dużą ilością wody mineralnej
- i żadnego podjadania po 18!

Znam mnóstwo świetnych i zdrowych przepisów, które mam ochotę wypróbować, więc będzie okazja. Są produkty, których nie jem tak często, jakbym chciała (brukselka, szpinak), więc nadrobię zaległości.
Wreszcie: sama sobie udowodnię, że można i będę miała poczucie, że robię coś dobrego dla siebie. 

Wstępnie planuję, iż Dniem Zdrowego Odżywiania będzie wtorek, tak, abym w środę mogła zdać z niego relację. 

Ktoś się przyłączy :)?

Dla wszystkich zainteresowanych, kilka kulinarnych inspiracji: wszystkie te dania robiłam i są naprawdę pyszne! :)

Pasta pieczarkowo - orzechowa


Papryka faszerowana kaszą kuskus (i z plastrem sera, który absolutnie nie powinien się tu znaleźć:) )


Wariacja na temat sałatki greckiej


Orkiszowe pierogi z soczewicą


Pizza na żytnim spodzie z oliwkami, mozzarellą i rukolą


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...