Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaplanuj to. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaplanuj to. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

Zaplanuj to! (X), czyli przestawiam się na dobre tory

Myślę, że końcówka czerwca to dobry moment, żeby się, delikatnie mówiąc, ogarnąć. Ze wszystkim: z blogiem, z dietą, z ćwiczeniami, z bałaganem w szafkach, z rzeczami, które niby chcę, a ciągle odkładam na później. Wracam więc do tygodniowego planowania, które kiedyś uwielbiałam i regularnie o nich pisałam. Publiczne zobowiązanie działa bowiem na mnie baaardzo mobilizująco.

Źródło: kaboompics.com

piątek, 22 sierpnia 2014

Idzie nowe! Czyli o kilku zmianach na blogu :)

Niektórzy "w nowe" wchodzą 1 stycznia, jest to dla nich moment symboliczny. Dla innych czas na zmiany przychodzi wiosną: mają wtedy więcej energii, podejmują nowe wyzwania, planują wakacje. 

Dla mnie i dla wielu osób najlepszy czas na zmiany to wrzesień. Kończy się lato, które ewidentnie kojarzy mi się z odpoczynkiem, przychodzi czas pracy. Dlaczego tak jest, wiadomo. Do szkoły co prawda już od jakiegoś czasu nie chodzę, ale stare myślenie pozostało.


niedziela, 23 lutego 2014

Nie wiem, czy polubię się z bieganiem, ale DAMY SOBIE SZANSĘ! :)

Właściwie tytuł wpisu mówi wszystko: ja i bieganie kolejny raz dajemy sobie szansę i już na samym początku "romansu" czuję, że będzie to burzliwy związek :)


czwartek, 26 grudnia 2013

Postanowienia noworoczne - nie robię! :)

W tym roku nie czuję dumy patrząc na moją listę postanowień na 2013 rok

W lutym skręciłam nogę... brzmi niewinnie, ale tak naprawdę od lutego do sierpnia wszystko kręciło się wokół kolejnych wizyt u ortopedy, rehabilitacji i strachu, czy przypadkiem nie czeka mnie rekonstrukcja wiązadeł. Wszystko inne zeszło na dalszy plan a przy okazji okazało się, że... w okolicach połowy roku straciłam zainteresowanie dla tych rzeczy, o których marzyłam w styczniu.


środa, 1 maja 2013

Zaplanuj to! (X) - kolejny plan minimum.

Do 15 maja:

Po pierwsze: mówię "przepraszam" mojemu niebieskiemu Smerfowi (czyt. Twisterowi) i twisteruję się minimum 15-20 minut dziennie.

Po drugie: powiem "przepraszam" Ewie Chodakowskiej i wykonam razem z nią lub według jej książki pięć treningów, minimum 30 minut.

Po trzecie: wybiorę oprawki okularów, np. takie


Ewentualnie takie:


Po czwarte: odwiedzę fryzjera. Dbanie o włosy dbaniem o włosy, ale z odrostami rozprawić się trzeba.

Po piąte: wezmę udział w majowym wyzwaniu fotograficznym na blogu Uli

Po szóste: dokończę trzeci sezon "Dextera". Bo oglądam, i oglądam, i oglądam...

Po siódme: Zrobię sobie 5 szydełkowych podstawek pod kubki. Może takie?


I tyle. Bo głównym moim zdaniem na te dni jest przetrwać remont. I dużo mnie to kosztuje :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Zaplanuj to! (IX), czyli kwiecień miesiącem szczęścia!

Planowanie miesięczne zdecydowanie nie jest dla mnie, gdyż w połowie miesiąca moja motywacja spada. I jest to prawidłowy objaw! Nie wiem, gdzie to dokładnie czytałam, ale psychologowie potwierdzają: na ogól wszelkie postanowienia łamiemy własnie po upływie ok. 2 tygodni. 

Zauważyłam, że większość rzeczy, którą zdążyłam sobie zaplanować na marzec zrobiłam w ciągu pierwszego tygodnia... a czego nie zrobiłam, to już nie zostało zrobione. 

Dlatego w tym miesiącu postanowiłam inaczej.


Źródło: wallpaper.de

Taką mam tapetę na pulpicie i to są moje główne zadania na kwiecień.

KWIECIEŃ NIECH BĘDZIE MIESIĄCEM SZCZĘŚCIA.

Zresztą, jakby nie patrzeć, ten plan jest chyba najbardziej ambitny ze wszystkich moich poprzednich. 

I konsekwentnie, przez cały miesiąc, zamierzam zapisywać, jak wysoki był mój poziom szczęścia w danym dniu, co fajnego zrobiłam, co miłego się wydarzyło.

Punkty wypisane poniżej to tylko uzupełnienie.

W kwietniu chcę:

1. Kontynuować moją prywatną akcję pod hasłem "Zdrowe śniadanie".
Więcej napiszę o tym jutro. 

2. Wrócić do ćwiczeń z Cassey. 

Według tego planu - KLIK.
Przez ostatni tydzień musiałam zrezygnować z jakichkolwiek ćwiczeń, gdyż dawała o sobie znać nie tylko kontuzjowana kostka, ale i prawe kolano.

3. Dokończyć rozgrzebane poduchy.

Głównie sprowadza się to do zakupienia włóczki w odpowiednim kolorze. Ale wiem, że jak nie dokończę ich teraz, to nie zrobię tego nigdy.

4. Ograniczam czas spędzony na Facebooku. 

Z zegarkiem w ręku - nie więcej niż 30 minut dziennie. 

Zaległości z marca:

5. Posprzątać na blogu książkowym - KLIK.

6. Dwie książki z listy książek do przeczytania w 2013 roku.

I to tyle z rzeczy, którymi chcę się tu dzielić :)

Dodatkowo pochwalę się, że tak, jak postanowiłam:

PRZEZ CAŁY MARZEC NIE ZAJRZAŁAM ANI RAZU NA PUDELKA - i nadal tego nie robię.

NIE KUPIŁAM ANI JEDNEJ KSIĄŻKI, UBRANIA CZY KOSMETYKU.

piątek, 1 lutego 2013

Schudłam 5 kilo... i niewiele poza tym :P (+plany na luty)

Styczeń był fatalny. Pod każdym względem. No, może początek był niezły, ale generalnie... nie ma się z czego cieszyć, nie ma z czego być dumnym. 

Wszystko przez to, że właściwie przez cały styczeń chorowałam: zapalenie oskrzeli, cztery antybiotyki, gorączka, leżenie w łóżku... Nadal nie czuję się do końca zdrowa, ale, mimo wszystko, jest zdecydowanie lepiej niż było. 

Żeby jednak nie było tak do końca ponuro, to jednak kilka dobrych rzeczy w styczniu się wydarzyło:

Po pierwsze: WAGA POKAZUJE 5 KG mniej!

Już wyjaśniam: nie stosowałam żadnej drastycznej diety, nie ćwiczyłam intensywnie... po prostu miałam tak chore gardło, że nawet picie wody wywoływało u mnie odruch wymiotny. Kiedy się zorientowałam, że mnie ubyło, zaczęłam sobie pomagać i... i to jest kolejna rzecz, z której jestem dumna:

Po drugie: DAWNO NIE JADŁAM TAK ZDROWO!

Kasza jaglana, płatki jęczmienne i owsiane, ciepłe śniadania, zero cukru do herbaty (chociaż kilka razy zgrzeszyłam z Milką:P), zupy warzywne prawie codziennie, burgery warzywne, brązowy ryż z warzywami, dużo warzyw, nieco mniej owoców - ale ogólnie właśnie tak chciałabym jeść przez cały czas. A było np. tak:


Otrębowe serduszka z karobem


Ulubione śniadanko! :)



Leczo z fasolą azuki


"Kubuś" domowej roboty!


Burgery z soczewicy i selera.


Po trzecie: STYCZEŃ MIESIĄCEM BEZ KAWY

No, prawie bez kawy. Kiedy zorientowałam się, że udało mi się przeżyć bez niej ponad tydzień... ograniczyłam się do jednej filiżanki co kilka dni. Można? Można! :)

Zupełnie natomiast odpuściłam sobie ćwiczenia, ale to bynajmniej nie z lenistwa, tylko braku sił. Wracałam z pracy i właściwie od razu kładłam się spać... w lutym to musi się zmienić! :)

W styczniu obejrzałam siedem filmów (o niektórych już pisałam, o reszcie napiszę) oraz przeczytałam sześć książek... więc do planowanej setki zostały mi już tylko dziewięćdziesiąt cztery, hehe :)

Co w lutym? Ano to:

1. Wrócić do ćwiczeń. Stopniowo. Niech to będzie 5 minut, ale codziennie.

2. Kupić aparat! To jest hasło, które pojawia się na blogu właściwie od początku. Teraz mam wybrany model, odłożone pieniądze... po prostu muszę go kupić. 

3. Posprzątać w szafkach z ubraniami. Co zbędne: wyrzucić.

4. Zrobić porządek w kolczykach. 

5. Zrobić listę książek i filmów (po 20), które chciałabym przeczytać/obejrzeć w tym roku.

6. Powtórzyć słownictwo z pierwszego i drugiego poziomu "Profesora Henry'ego"

7. Kolejny raz(!) przeprosić się z książką "Niemiecki nie gryzie" i dojść do 36 strony.

8. Przeprosić się z moim drugim, a raczej pierwszym blogiem, książkowym. I zacząć na nim pisać! Bo szkoda ponad trzech lat pracy!

9. Odwiedzić okulistę i ginekologa.

10. Dbać o siebie! Nadal ograniczać kawę, pić pokrzywę, zdrowo jeść. Bo efekty widać gołym okiem :)

Ponadto luty ogłaszam miesiącem dbania o dłonie i paznokcie: moczenie w ciepłej oliwie, regularne wcieranie kremów, stosowanie odżywek, łykanie skrzypu. 

A według LastFm tej piosenki w styczniu słuchałam najczęściej. Uwielbiam! :)



niedziela, 2 grudnia 2012

Zaplanuj to! (VII)

Początek grudnia mnie zaskoczył, nie spodziewałam się go jeszcze :)

Jestem ze wszystkim do tyłu, mam ogromne zaległości na wszystkich płaszczyznach, nie ćwiczę, jem co popadnie, aleeeee... jestem szczęśliwa! :) Nowa praca mnie uskrzydla, jestem zachwycona zajęciami z dziećmi, ich pomysłowością, kreatywnością i mądrością. Ostatni tydzień spędziłam na pieczeniu chińskich ciasteczek z wróżbą, robieniu zaczarowanych różdżek, wycinaniu gwiazdek z papieru, tańczeniu krakowiaka i śpiewaniu piosenki o górniku - wszystko inne zeszło na dalszy plan i nawet nie mam o to do siebie pretensji. 

W tym tygodniu planuję:

1) Rozpocząć trening z nową płytą Ewy Chodakowskiej, min. 15 minut dziennie + ćwiczenia na Twisterze - 10 min., trzy razy w tygodniu

Niestety, po 9 dniach przerwałam trening z Jillian Michaels - w trakcie jednego ćwiczeń "coś" przeskoczyło mi w kolanie i odczuwam to do tej pory. 

Nową płytę Ewy przejrzałam i chociaż początkowo byłam sceptycznie nastawiona do towarzyszących jej gwiazd, ostatecznie uważam, że to naprawdę fajny pomysł. Szczególnie uroczo wypada Ola Szwed, której cudownie drżą nogi przy wykonywaniu ćwiczeń i która ma lekkie problemy z równowagą :)

Z góry zaznaczam, że absolutnie się z tego nie śmieję, te "mankamenty" dodają jej tylko uroku.

No i Beata Sadowska - osoba, którą podziwiam i która jest moim niedoścignionym ideałem, jeśli chodzi o bieganie.


2) Kupić świąteczne prezenty

Nauczona doświadczeniami z poprzednich lat obiecałam sobie, że w tym roku kupię świąteczne prezenty wcześniej. W tym tygodniu mam zamiar kupić upominki dla co najmniej połowy osób, które chcę obdarować.

3) Kupić kalendarz na 2013 rok

I oczywiście będzie to kalendarz Beaty Pawlikowskiej :)

To tyle... jeśli chodzi o postanowienia nowe.
Tymczasem zajrzałam sobie na moją listę rzeczy, które chciałabym zakończyć do równo 31 grudnia 2012 roku - KLIK

I tak:

- obejrzę 3 filmy z Marilyn
- obejrzę 1 jeden film oscarowy
- przeczytam i "przerobię" książkę Czytaj dwa razy szybciej
- przeczytam kolejne rozdziały z książki Bożeny Fabiani.

Ponadto, koniecznie muszę pomyśleć nad zmianą szaty graficznej bloga - to, co jest teraz... zgroza!

I będę wstawać o normalnej godzinie! :)

*** *** ***

Zdjęcie, które zawsze poprawia mi humor: moje dwa koty, Zuzia i Bubu, mniej więcej rok temu:


I wersja aktualna:



Miłego weekendu! :)

niedziela, 23 września 2012

Słoik wyzwań!

Z planu, który napisałam sobie tydzień temu, został mi do zrealizowania punkt piąty:

SŁOIK WYZWAŃ!

Pomysł nie jest mój, możecie sobie o nim poczytać tutaj - KLIK, ja uważam, że jest świetny.

Przede wszystkim: to kolejny sposób, żeby motywować się do zrobienia rzeczy, które może nie są pierwsze na liście priorytetów, ale które zawsze chciało się zrobić. 

Po drugie: nad moimi karteczkami spędziłam trochę czasu, ich zawartość nie jest przypadkowa, wiem, że to co wpisałam, to rzeczy dla mnie dobre, które robię tylko dla siebie, dla lepszego samopoczucia. 

Po trzecie: na karteczki wpisałam nie tylko rzeczy które MUSZĘ zrobić. Ma być bez spinania się i ciężkiej walki samej ze sobą, żeby się przemóc. Większość rzeczy wydaje mi się super przyjemna :)

Za tydzień napiszę, jak słoik się sprawdza. A wypisałam rzeczy m.in. takie:

- ćwicz minimum 10 minut z nowym filmikiem na YT;
- zrób maseczkę;
- naucz się 10 nowych słówek, z niemieckiego lub angielskiego;
- zrób peeling kawowy;
- obejrzyj film, który zawsze chciałaś obejrzeć;
- ugotuj coś nowego!;
- ćwicz z pierwszą płytą Ewy Chodakowskiej;
- dzień bez kawy!;
- dzień bez słodyczy!;
- idź spać o 22.

I tak dalej :) Słoik będę uzupełniać na bieżąco, aż znajdzie się w nim 50 karteczek... a może więcej. Codziennie rano losuję jedną.

A może macie jakieś fajne pomysły, co jeszcze można na nie wpisać?

Życzcie mi powodzenia! :)






niedziela, 16 września 2012

Zaplanuj to! (V)

Szczerze jak na spowiedzi przyznaję, że w poprzednim tygodniu posypało się... wszystko. (moje plany na miniony tydzień - KLIK)

Przyczyna? Do bólu banalna: zatrucie pokarmowe, które odebrało mi chęci i siły na cokolwiek. 
Dziennik diety prowadziłam aż do środy - bo w środę nie jadłam nic, w czwartek prawie nic, apetyt na cokolwiek odzyskałam w okolicach piątku, tyle, że mój żołądek za wiele nie był w stanie przyjąć. 

Dzielnie ćwiczyłam również do środy: w środę nie ćwiczyłam, nie byłam w stanie, w czwartek zrobiłam sobie trening z pierwszą płytą Ewy Chodakowskiej, który tak mnie wymęczył, że w piątek ćwiczyłam wszystko... i nic. 

Plusy? Niższa waga, ale podejrzewam, że plus krótkotrwały i lada moment wszystko wróci do normy.

W tym tygodniu powtarzam więc kilka zadań z poprzedniego tygodnia i dopisuję sobie kilka nowych. Czyli:

1) ĆWICZENIA WEDŁUG TEGO PLANU - KLIK

Jeszcze raz, od początku, porządnie - mam nadzieję, że żadne rewolucje mi w tym nie przeszkodzą :)

2) NIEMIECKI

Przemyślałam sprawę i do innych wniosków dojść nie mogłam. Uczę się dalej! A konkretnie:

- wracam do nauki z programem "Profesor Klaus. Gramatyka" - uczę gramatyki z podręcznika, rozwiązuję ćwiczenia w programu. Ile? Najmniej trzy lekcje!

- w tym tygodniu chcę opanować 100 nowych słówek - i nie widzę innego wyjścia, jak wypisać je sobie na karteczkach na każdy dzień, włożyć do kieszeni i powtarzać sobie np. w wtedy, gdy czekam aż zagotuje się woda. Tak zrobię! :)

3) AKCJA: GODZINA Z TWISTEREM

Czyli twistuję sobie... tak, żeby w ciągu tygodnia wyszła mi godzina :) 
Nie chcę narzucać sobie, czy będę kręcić rano czy wieczorem, ale wypada ok. 10 minut dziennie. Super! :)

4) AKCJA: PAZNOKCIE

Doszłam do wniosku, że muszę coś w tym temacie podziałać. Moje paznokcie nie wyglądają najgorzej, ale... mogłoby być lepiej. Dlatego też w tym tygodniu chcę zacząć łykać jakieś witaminki, które poprawią ich stan oraz regularnie stosować odżywkę.

Polecacie coś szczególnie?

5) ZROBIĘ SOBIE "SŁOIK WYZWAŃ"

O co chodzi? Jak na złość nie mogę przypomnieć sobie bloga, na którym widziałam ten pomysł, ale z grubsza mój plan polega na tym, żeby przygotować sobie na początek 50 karteczek, na których wypiszę różne wyzwania, np. "zrobić 100 brzuszków", "skakać na skakance 5 minut", "porozciągać się z Cassey", ale też przyjemności, np. "obejrzyj komedię", "pomaluj paznokcie", "zrób maseczkę". Dopóki nie wykonam zadania z karteczki, nie losuję następnej.

Z założenia mają to być rzeczy dobre dla mnie, które chcę zrobić "dodatkowo". Ot, taka dodatkowa zachęta :)

6) DZIENNIK DIETY

Od nowa: poprzedni tydzień to jeden wielki falstart :)

A jakie są Wasze plany na ten tydzień :)?

Na koniec kilka "jogowych" inspiracji, które uwielbiam!






Zdjęcia pochodzą z TEJ strony.



piątek, 7 września 2012

Zaplanuj to! (IV)

Odkąd założyłam tego bloga, planowanie weszło mi w krew.
Można to uznać za brak spontaniczności i wtłaczanie się w sztywne ramy, ale odkąd zapisuję sobie, co i jak chcę zrobić... to po prostu to robię. Bez kombinowania, odkładania na później, wymówek w stylu "nie chce mi się". Mam zrobić... to robię. Proste? Takie właśnie miało być! 

Odnośnie postanowień z ubiegłego tygodnia (które znajdują się TUTAJ), już widzę, że bez wspomagania się nie obejdzie. O co chodzi? O punkt pierwszy, który mówi, że chcę jeść regularnie. Generalnie nie jest źle, ale:

- fakt, jem niewielki posiłki co dwie, trzy godziny, ale zupełnie przestałam kontrolować ile jem, ile te posiłki mają kalorii. Często zdarza mi się zapominać, czy to mój trzeci czy czwarty posiłek;

- dalej: cały dzień się trzymam, za to wieczorem nie mogę powstrzymać się od jedzenia. Nie, pisząc, że się "trzymam", nie mam na myśli tego, że się głodzę. Po prostu wieczorem uruchamia się jakiś dziwny mechanizm: zaczynam jeść... i nie mogę przestać, dopóki nie poczuję, że zapchałam się na dobre. A potem czekam dwie godziny, żeby zacząć ćwiczyć, po dwóch minutach łapie mnie kolka, kończę o 23, potem nie mogę zasnąć, przez co o 6 jestem nieprzytomna... i tak być nie może!

Środek zaradczy? Jedyne, co przychodzi mi na myśl, to założyć sobie dziennik diety. Dzięki temu, mam nadzieję, będę miała większą kontrolę nad tym kiedy, ile i co jem - i to jest moje pierwsze postanowienie na ten tydzień!

A dziennik już mam, o taki:



Przy okazji: czy któraś z Was korzystała ze strony tabele-kalorii.pl? Wygląda fajnie, ale nijak nie mogę się w niej połapać...Czy któraś z Was prowadzi taki dziennik diety? Pomaga?

Z innymi postanowieniami poszło już znacznie lepiej, oswoiłam się z twistem i ćwiczenia na nim zaczynają mi sprawiać prawdziwą frajdę :) Sposób na zastąpienie czarnego kolory innym? Jasne buty! Moje poczucie estetyki podpowiada mi, że ubierając się od stóp do głów na czarno z jaśniejszym akcentem jedynie na stopach wyglądam śmiesznie. Więc kombinuję.

A moje postanowienia na ten tydzień wyglądają tak:

1) Zacząć prowadzić dziennik diety - patrz wyżej.

2) Niemiecki... kurde.

Gdy w lipcu rozpoczynałam naukę, byłam pełna entuzjazmu, werwy i zapału. Teraz jednak entuzjazm, werwa i zapał mi się skończyły i od jakiś dwóch tygodnie... nie robię NIC. Mało tego: nie chce mi się tego zmieniać, nie chce mi się uczyć gramatyki, nie chce mi się wkuwać słówek. Niemiecki wydaje mi się trudny, odpychający, niezrozumiały. Z drugiej jednak strony... włożyłam już pracę w naukę podstaw, coś już umiem. szkoda zmarnować. Co robić? Daje sobie tydzień na podjęcie decyzji: odpuszczam i uczę się czegoś innego, czy jednak trwam przy niemieckim.

3) Regularne ćwiczenia - koniecznie muszę ułożyć sobie plan, bo do moich treningów wkrada się chaos!

4) Nie zbankrutować na katowickich Targach Książki, na które jutro się wybieram :)

5) Twister - twistuję 10 minut dziennie - codziennie! :)

niedziela, 2 września 2012

Zaplanuj to! (III)

To, co napiszę, nie będzie odkrywcze, ale... mamy jesień, cholera!

Niestety, należę do osób, które żyją od kwietnia do sierpnia, pozostałe miesiące najchętniej bym przespała, zawinięta w ciepły koc. 

I chociaż taką jesień, jak na obrazkach poniżej jestem jeszcze w stanie trochę lubić, to jednak szybko przestaje być ona aż tak kolorowa. 



Co roku powtarzam sobie, że tym razem moja jesień będzie kolorowa, że będę się ubierać w jesienne barwy (wszelkie odcienie czerwonego koloru, butelkowa zieleń, przygaszony żółty), korzystać z tego, że we wrześniu do kina wchodzą najlepsze filmy i nie będę zamykać się w domu, gdy tylko zrobi się nieco chłodniej. I co roku mój entuzjazm kończy się w okolicach października...

Dlatego mam nadzieję... inaczej: JA WIEM!, że w tym roku to się zmieni! Bo przecież nie może być tak, że coś takiego jak pogoda, na którą ja nie mam wpływu, ma tak ogromny wpływ na mnie!

W tym tygodniu planuję wprowadzić pewne modyfikacje do mojego sposobu odżywiania. 
Przez ostatni czas skupiałam się głównie na ćwiczeniach, teraz, kiedy powoli stają się one nawykiem, chcę zadbać o jadłospis. Przez ostatnie tygodnie nie było źle: nie napychałam się słodyczami, sporadycznie zdarzyło mi się zjeść coś po 19, w pracy udawało mi się poprzestać na tym, co przynosiłam z domu, a przynosiłam zdrowe rzeczy. Niemniej jednak kilka rzeczy mogłabym poprawić.

W tym tygodniu:

1) Będę jadła regularnie.

Próby jedzenia co dwie, trzy godziny podjęłam już w poprzednim tygodniu, jednak różnie mi to wychodziło. Moim głównym problemem jest to, że kiedy wstaję przed szóstą, nie chce mi się jeść, mam ochotę tylko na kawę - i jednak najczęściej ulegam tej pokusie. Muszę to zmienić: zielona herbata pobudza przecież tak samo, a niewielka kromka razowego pieczywa sprawi, że po dotarciu do pracy nie rzucę się od razu na jedzenie.

2) Będę jadła zdrowo.

Ja w zasadzie jem zdrowo. Chodzi mi głównie o to, że chciałabym wprowadzić do swojej diety więcej warzyw w postaci zup czy sałatek. Fajnie by było zamiast kanapki, dla odmiany, zjeść coś, co wcześniej przygotowałam sobie w domu.

3) Będę rano przez pięć minut ćwiczyć na twisterze.

Twister zamówiłam w ubiegłym tygodniu, zainspirowana TYM wpisem Klaudyny. Podejrzewam, że jutro do mnie dotrze, więc od wtorku.... heeeeja: pięć minut rano, pięć minut w trakcie wieczornego treningu. Spójrzcie na talię Klaudyny: chyba warto wstać pięć minut wcześniej :)?

Oprócz tego, oczywiście, dalsze ćwiczenia z filmiki z YouTube. 

I jeszcze coś: 

4) Dość czarnego koloru! 

Fakt, uwielbiam moje czarne spódnice, uwielbiam moje czarne bluzki, ale czy naprawdę koniecznie muszę nosić je razem? Niby jakim cudem chcę mieć kolorowe, optymistyczne myśli, skoro postać, jaką codziennie widzę w lustrze przypomina mi tą panią :)?


Miłego tygodnia wszystkim życzę! :)

PS Nie pamiętam już, na którym blogu znalazłam ten utwór, ale nie mogę się uwolnić od tego coveru. Mało tego: piosenkę wykonuje polski zespół!


niedziela, 19 sierpnia 2012

Zaplanuj to! (II)

Pamiętacie ten wpis?

Nie podsumowałam go tydzień temu, ale poszło mi naprawdę dobrze! Ćwiczyłam regularnie, w autobusie nie spałam, czekoladą uraczyłam się dwa razy... na swoje usprawiedliwienie mam to, że zorientowałam się co robię, gdy już miałam ją w ustach :)

Co planuję w tym tygodniu?

ĆWICZYĆ

Boże, jak mi się chce ćwiczyć! Nigdy nie sądziłam, że powiem to zdanie, ale po trzydniowej przerwie zaczyna mi brakować endorfin, które uwalniają się w chwili, gdy czuję, że już nie mogę!

Nie wiem, czy któraś z Was wykonywała ten trening, ale obejrzałam chyba wszystkie treningi Mel B na YouTubie i jest zachwycona tą kobietą, jej energią, zapałem, figurą!



Poniedziałek, środa, piątek: NIE MA ZMIŁUJ! Chociaż ćwiczeń po trzynastej minucie nie jestem w stanie zrobić - ręce odmawiają posłuszeństwa :(

A gdyby ktoś miał wątpliwości, czy warto, spójrzcie na to:






Zdjęcia znajdziecie TU, TU i TU.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Zaplanuj to! (I)

Lubię planować. 
Lubię wiedzieć, że za dwa dni o godzinie tej i tej będę robiła to i to.
Kiedyś wydawało mi się, że planują tylko osoby pozbawione fantazji, których nie stać na spontaniczność. Planowanie kojarzyło mi się ze swojego rodzaju kajdanami, które sami sobie narzucamy. 

Teraz jednak moje myślenie zmieniło się o 180 stopni.
Planuję, żeby ogarnąć chaos. 
Planuję, żeby nie umknęły mi rzeczy ważne.
Planuję, żeby mieć czas na rzeczy, które robię tylko dla przyjemności, a nie z poczucia obowiązku.
Wreszcie: planuję, bo wykreślenie kolejnych punków z listy rzeczy do zrobienia sprawia, że  czuję, iż mam władzę nad swoim życiem, daje mi to satysfakcję, czuję się silniejsza i wiem, że mogę wszystko - wystarczy to tylko sensownie rozplanować.

Jak już pisałam, od jutra zaczynam nową pracę. To nie tylko osiem godzin za biurkiem, ale też prawie półtorej godziny dojazdów w jedną stronę i półtorej godziny w drugą - czasu więc zostaje niewiele. Dlatego na ten tydzień narzucam sobie kolejny plan minimum, gdyż potrzebuję tych kilku dni, żeby przyzwyczaić się do wczesnego wstawania (o 5 - ale to mnie akurat cieszy) i ogólnie do zmiany.

Dlatego też postanowiłam iż:

- nie ma spania w czasie dojazdów! Zamiast tego będę czytać albo uczyć się słówek. I tak: do następnej niedzieli przeczytam trzy książki oraz solidnie powtórzę słówka z niemieckiego, których nauczyłam się w ubiegłym tygodniu;

- poniedziałek: 50 brzuszków (różne kombinacje)
- wtorek: 50 przysiadów
-środa: 50 brzuszków... itd., do piątku.
Do tego skaczę na skakance! Co najmniej co drugi dzień.

- Dieta. No właśnie... na temat tycia w pracy mogłabym napisać książkę...

Dlatego: 

- jedzenie zabieram z domu i nie jem nic ponad to, co zabrałam;
- piję kawę bezkofeinową - kolejny etap ograniczenia picia kawy;

TEN TYDZIEŃ OGŁASZAM TYGODNIEM BEZ CZEKOLADY!

O ile bułka z jabłkiem, którą sama upiekłam jest dozwolona, tak Twix już nie!

Dam radę? No pewnie! :)





Jedno słowo przychodzi mi na myśl, jeśli miałabym opisać Madonnę w tym teledysku" BUŃCZUCZNA! :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...