Pokazywanie postów oznaczonych etykietą varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą varia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 października 2016

Pracuję, czytam remontuję! :)

Hula wiatr na blogu ostatnio, cicho wszędzie i głucho wszędzie... ale kolejny raz obiecuję sobie, że już tak nie będzie! Skąd ta cisza? Ano wciągnęło mnie życie :)


sobota, 21 marca 2015

VARIA: o kontuzjach, rowerze, oczyszczaniu zatok i o braku energii

Nie wypada takich postów pisać w pierwszy dzień wiosny, ja wiem. Ale znowu zwolniłam, i znowu mniej się dzieje na blogu i znowu mniej mi się chce. Zaczęło się od odnowionej kontuzji, a potem poszło lawinowo.



poniedziałek, 16 lutego 2015

Ile wart jest Twój stres? Mniej czy więcej niż... 3 złote?

Tematyką dzisiejszego wpisu podzieliłam się koleżanką z pracy i wiecie, jak mnie skwitowała?
- Ty to lubisz dzielić włos na czworo! 
Ok, punktem wyjścia jest coś tak banalnego, jak jazda autobusem. A dokładniej: kwestia kasowania biletu. Wiem, wiem, wiem: nie powinnam mieć żadnego dylematu. Bilety są po to, żeby je kasować, a jeśli się tego nie robi, jest się po prostu nie uczciwym. ALE!



niedziela, 7 września 2014

OKOŁOKUCHENNIE: Tatuaż... z miłości do jedzenia?

Przeglądając najnowszy numer magazynu Kuchnia, natrafiłam na pewne zdjęcie, którego, niestety, nie potrafię odnaleźć w necie. Na zdjęciu widać fragment ciała, na którym wytatuowano pokrojoną... no właśnie sama nie do końca wiem co. Świńską nóżkę? Kiełbasę? Porcję mięsa? No, w każdym razie tatuaż na pewno należał do miłośnika schabowych. Idąc tym tropem, przejrzałam internet pod kątem kulinarnych inspiracji wytatuowanych na ciele... i znalazłam ich mnóstwo.




poniedziałek, 1 września 2014

ANTY-HAUL ZAKUPOWY, czyli czego NIE kupiłam w sierpniu

Przeczytałam gdzieś świetną poradę. Jeśli będziemy się jej trzymać, na naszym koncie zostanie więcej złotówek, kupimy mniej, a rzeczy, które już do nas trafią, będą nam albo niezbędne do życia, albo... niezbędne do szczęścia. Porada ta mówi: jeśli masz ochotę wydać pieniądze na coś, czego zakup budzi lekkie wyrzuty sumienia/nie jesteś pewna, czy ta rzecz jest Ci potrzebna zapisz sobie nazwę tej rzeczy na kartce i zaczekaj 30 dni. Jeśli po 30 dniach nadal będziesz miała na nią ochotę... kupuj śmiało.


sobota, 30 sierpnia 2014

Ile może się zmienić w tydzień? Na własnym przykładzie :)

O tym, żeby zamieszkać w mieście innym niż Bełchatów myśleliśmy - ja i mój mąż - od dawna. Myśleliśmy, myśleliśmy i... staliśmy w miejscu. Mniejsza o to, dlaczego tak było - po prostu na snuciu planów się kończyło. Katalizatorem zmian okazał się... ślub. Już z obrączkami na palcach oznajmiliśmy sobie nawzajem i wszystkim dookoła: zabieramy swoje zabawki i przenosimy się do Wrocławia. I przenieśliśmy się.



piątek, 22 sierpnia 2014

Idzie nowe! Czyli o kilku zmianach na blogu :)

Niektórzy "w nowe" wchodzą 1 stycznia, jest to dla nich moment symboliczny. Dla innych czas na zmiany przychodzi wiosną: mają wtedy więcej energii, podejmują nowe wyzwania, planują wakacje. 

Dla mnie i dla wielu osób najlepszy czas na zmiany to wrzesień. Kończy się lato, które ewidentnie kojarzy mi się z odpoczynkiem, przychodzi czas pracy. Dlaczego tak jest, wiadomo. Do szkoły co prawda już od jakiegoś czasu nie chodzę, ale stare myślenie pozostało.


czwartek, 21 sierpnia 2014

Top 3 aktywnego, zdrowego życia

Agnes, dziękuję za nominację! O co chodzi? O wypisanie trzech rzeczy, które dają radość, poczucie satysfakcji albo są cechami osobowości, dzięki którym aktywność jest obecna w Twoim życiu. Na dole wpisu nominuję kolejne blogerki.

sobota, 5 lipca 2014

Kto jest głupi, czyli czego i PRZEZ KOGO się nie nauczyłaś?

Kiedy Anna była małą Anią, chodziła do szkoły i panicznie bała się lekcji matematyki. Nie chodziło o to, że nauczyciel uwziął się na Anię, ani też nie o to, że Ania była wyjątkowo tępa. Nie była. Każda lekcja przebiegała jednak według ustalonego schematu: najpierw sprawdzenie obecności, potem sprawdzenie pracy domowej i odpytanie z teorii (tak!), wprowadzenie nowego tematu. Dramat rozgrywał się chwilę później. Ania nie słuchała, jak nauczyciel tłumaczył zawiłości algebry, nawet nie próbowała zrozumieć. Wiedziała, że za chwilę trzeba będzie otworzyć podręcznik i jakiś nieszczęśnik zostanie wyrwany do tablicy. I będzie musiał ROZWIĄZAĆ ZADANIE. Nauczyciel w tym czasie siadał za biurkiem i uzupełniał dziennik. Czasem trwało to 2 minuty, a czasem 10. Delikwent pod tablicą albo przykład rozwiązał, albo stał jak trąba i czekał, aż nauczyciel ponownie się nim zainteresuje. 

Zgadnijcie, jak to było w moim przypadku.


środa, 25 czerwca 2014

Było... PRZECUDNIE! :)

Pisać? Nie pisać? Pisać? Nie pisać? O czym? O moim ślubie i weselu. I, jak sami widzicie, jednak piszę. Bo skoro 21 czerwca był najpiękniejszym, najbardziej wzruszającym i najbardziej wyczekiwanym dniem w moim życiu... to niby jak mam o nim nie wspomnieć?


poniedziałek, 16 czerwca 2014

W jakim filmie grasz? Czyli spójrz na swoje życie z filmowej perspektywy

Twoje życie to... komedia? Dramat? Melodramat? A może film akcji? Jakiś czas temu zaczęłam rozważać jakże frapujące pytanie: gdyby ktoś śledził mnie z kamerą i po jakimś czasie pokazał mi taśmę... to jaki film bym otrzymała? 


wtorek, 3 czerwca 2014

Najgłupsza wymówka świata

ZROBIŁABYŚ... ale pogoda nie taka?
Za zimno, za gorąco, za duszno, wieje, pada czy może w ogóle pogoda nie zachęca... jaka by nie była?
Dziewczyny, ogarnijmy się! Jak mądrze powiedziała pewna Pani od polityki: sorry, taki mamy klimat!



niedziela, 1 czerwca 2014

Kto jest ładny?

No właśnie: kto jest ładny? Zastanawiam się, ile osób odpowiadając na to pytanie wskazałoby na siebie.


wtorek, 27 maja 2014

Hej, nie bądź taka miła! (nie mylić z asertywnością!)

TO zdarzyło się dwa tygodnie temu, a ja nadal o tym myślę. Serio! A wiecie dlaczego? Bo jestem na siebie zła, zła, zła! O co? A o to, że byłam zbyt... miła!



poniedziałek, 26 maja 2014

15 lat minęło... a w polskiej szkole bez zmian!

Nie ukrywam, że bardzo często inspiruję się tekstami innych i stanowią one punkt wyjścia do tego, o czym sama piszę. Tym razem zbiegły się dwie rzeczy: pytanie Ani o to, czy szkoła może być inspirująca oraz przypadkowa rozmowa z Gimnazjalistką. 



czwartek, 22 maja 2014

Varia, czyli analizy tłuszczu w Ani, Szkoła Biegania, problemy z butami i koszulka z fajnym hasłem :)

Jedna z etykiet, jaką kiedyś dodałam do wpisu nosi nazwę VARIA, czyli... różności. Rzadko z niej korzystam, staram się, żeby moje posty były jak najbardziej tematyczne, czasem jednak mam ochotę popisać o wszystkim i niczym - i dziś jest taki dzień! :)



wtorek, 13 maja 2014

Jak ogarnąć własny ślub i nie zwariować po drodze - narzeczonej przemyśleń kilka :)

Dawno, dawno temu żyła sobie pewna dziewczynka, która oglądała dużo bajek i chciała kiedyś zostać księżniczką. Potem, wraz z upływem czasu, dziewczynka dorastała i uświadomiła sobie, że taki dzień kiedyś nadejdzie: będzie to jej ślub. Mijały kolejne lata, pojawił się książę na białym koniu, błysnął pierścionkiem, dziewczynka powiedziała "tak! ach, tak!", odpaliła komputer, wpisała w wyszukiwarkę INSPIRACJE ŚLUBNE i wpadła w panikę. - Rany, nie ogarnę własnego ślubu! - rzekła i zapłakała. 


środa, 2 kwietnia 2014

Spełnij jedno ze swoich małych marzeń - poczujesz się świetnie! :)

Marzenia można podzielić na te duże i mniejsze - truizm!
Marzenia są po to, żeby je spełniać - kolejny banał, ale prawdziwy!
Dążąc do wielkich marzeń... spełniajmy te mniejsze! Często jedyne, czego trzeba, to zmobilizować się, podjąć odpowiednie kroki i... już: marzenie spełnione! To łatwe! :)


piątek, 10 maja 2013

Piosenki, które dają siłę/motywują/mobilizują! :)

Oj, mam kilka takich.
Pamiętam, że w Wysokich Obcasach czytałam kiedyś tekst, w którym bohaterowie opowiadali o piosenkach, które pomogły im przetrwać czas po rozstaniu z bliską osobą.

Najbardziej spodobała mi się wypowiedź przewrotna: Kiedy ludzie się rozstają, to się rozstają, a nie słuchają muzyki. 

Można by to sparafrazować i stwierdzić, że kiedy ludzie są smutni, to są smutni, kiedy im źle, to im źle, kiedy potrzebują dawki energii... to piją kawę, albo idą pobiegać :)

Ja w każdym razie mam kilka takich utworów, które w gorszych chwilach wałkuję w nieskończoność.

O.N.A - Moja odpowiedź


Uwielbiam! Co prawda nie planuję się z nikim rozstawać, ale słowa "walcz o swój dzień" wyśpiewane przez Agnieszkę Chylińską bardzo do mnie przemawiają.

Grammatik - Nie ma skróconych dróg


Zrób coś i zacznij świat swój zmieniać.
Nie otworzysz drzwi, dopóki nie otworzysz zasuw - moje motto życiowe, od bardzo, bardzo dawna. 

A tak poza tym, to co jakiś czas mam wrażenie, ze ten utwór jest o mnie.

Marilyn Manson - The Fight Song


Piosenka prawdziwych wojowników :)

Fight, Fight, Fight - mogę tego darcia słuchać godzinami :)

Madonna - Jump


Nie bój się dużego kroku, kilkoma małymi nie pokonasz przepaści.

Czy jakoś tak :)

Houk - Żyję w tym mieście



Serio, ta piosenka też :)
To oni chcą cię sprzedać, to oni chcą cię kupić/
A ty nie daj się, nie daj się, nie daj się ogłupić :)

Wilki - Urke


Nie lubię "nowych" Wilków.
Dla tej piosenki jednak robię wyjątek.

Tyle w życiu się zmienia, zaufaj przeznaczeniu.

:)

Robert Gawliński - Na wyspie


Teraz brzmi mi to wszystko naiwnie... ale zwrot "niech będzie tak", którego dość często używam, pochodzi właśnie z tego utworu.

Katrina & The Waves - Walking on Sunshine


Nie chce Ci się?
Posłuchaj... to Ci się zachce! :)

I na koniec...


Nic nie wybija mnie lepiej z marazmu, niż przypomnienie, że któregoś dnia będę STARA!

Oczywiście nie są to wszystkie moje ulubione utworu z powerem, ale te nasunęły mi się jako pierwsze.

Jakieś propozycje z Waszej strony :)?

czwartek, 28 lutego 2013

Podsumowanie lutego - znów bez fajerwerków, ale też nie jest źle! :)

Pechowo dla mnie zaczyna się ten rok, oj, pechowo. Miesiąc temu padałam na ryjek z powodu zapalenia oskrzeli, teraz zaś mam nogę w gipsie, co mocno pokrzyżowało mi część planów.

Cóż, rozliczyć się jednak przed samą sobą należy.


1. Wrócić do ćwiczeń. Stopniowo. Niech to będzie 5 minut, ale codziennie.

Do 22 lutego, czyli dnia, w którym zostałam zagipsowana, zrobiłam 10 około 40 minutowych treningów. Biorąc pod uwagę, że w styczniu nie ćwiczyłam prawie wcale i że ćwiczyłam nie codziennie, ale co drugi dzień, wynik ten uważam za całkiem niezły.

2. Kupić aparat! To jest hasło, które pojawia się na blogu właściwie od początku. Teraz mam wybrany model, odłożone pieniądze... po prostu muszę go kupić. 

Kupiłam! :)

3. Posprzątać w szafkach z ubraniami. Co zbędne: wyrzucić.

Nie posprzątałam. Zostawiałam to sobie na ostatni weekend... z tymże gdy on nastał, ja nie bardzo miałam się jak ruszyć.

4. Zrobić porządek w kolczykach. 

Zrobiłam. Każda para została zapakowana w osobną torebkę.

5. Zrobić listę książek i filmów (po 20), które chciałabym przeczytać/obejrzeć w tym roku.

Zrobiłam i teraz się ich trzymam :)

6. Powtórzyć słownictwo z pierwszego i drugiego poziomu "Profesora Henry'ego".

Pisząc ten punkt, nie miałam pojęcia, jaki to jest ogrom! Także zadanie zrealizowane pół na pół: z "Profesorem Henrym" spędziłam sporo czasu, natomiast na pewno nie jest to materiał z tych dwóch poziomów.

7. Kolejny raz(!) przeprosić się z książką "Niemiecki nie gryzie" i dojść do 36 strony.

Jedna wielka d...! Coś tam powtarzałam, coś tam się uczyłam, ale jestem odporna na ten język i zwyczajnie go sobie odpuszczam, bo przestaje mnie to bawić. Skupiam się na angielskim, na pewno jest to bardziej konstruktywne.

8. Przeprosić się z moim drugim, a raczej pierwszym blogiem, książkowym. I zacząć na nim pisać! Bo szkoda ponad trzech lat pracy!

5 notek - mogło być lepiej. Ale na pewno lepiej będzie w marcu, bo już w tej chwili mam kilka zaległych książek do zrecenzowania i mój zapał do pisania znów jest na wysokim, stabilnym poziomie :)

9. Odwiedzić okulistę i ginekologa.

Taaa... zamiast tego, zapisałam się do stomatologa, do którego idzie dzisiaj za mnie moja mama :)

10. Dbać o siebie! Nadal ograniczać kawę, pić pokrzywę, zdrowo jeść. Bo efekty widać gołym okiem :)

I tu jestem z siebie dumna: nie jem po 18, kawy unikam, gotuję zdrowe obiadki, nie przejadam się - oby tak dalej! :)

Ponadto luty ogłaszam miesiącem dbania o dłonie i paznokcie: moczenie w ciepłej oliwie, regularne wcieranie kremów, stosowanie odżywek, łykanie skrzypu. 

Tu też jest dobrze! Nie mogę się tylko pochwalić regularnym łykaniem skrzypu... ale co dwa, trzy dni przypominam sobie o tym :)

Ponadto w lutym:

- obejrzałam  trzy filmy - mało!
- skończyłam pierwszy sezon "Dextera"
- przeczytałam 5 książek - mało!
- wzorowo zaliczyłam dwa Dni Zdorwego Odżywiania
- zmieniłam kolor włosów - na bardziej zbliżony do moich naturalnych, żeby nie farbować ich tak często
- zaliczyłam drugi semestr studiów podyplomowych
- spotkało mnie coś Bardzo Miłego - Moni, kochana, jeszcze raz dziękuję! :)
- wróciła mi motywacja do ćwiczeń - żaden gips mi jej nie zabierze, ha! :)

A plany na marzec? Są! Ale o tym jutro! :)

PS Ależ mnie to zdjęcie motywuje! 

Do podniesienie tyłka mimo gipsu, do poszukania alternatywy dla ćwiczeń, które wykonywałam do tej, do pracy nad samą sobą! :)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...